— Rozumiem pana — rzekł Serlo — damy sobie jakoś radę. Jednego damy Elmirze (tak nazywano starszą córkę zrzędy); to nie zaszkodzi, że dobrze wyglądają, a ja tak te lalki wystroję i wytresuję, że będzie aż miło.

Filina cieszyła się niezmiernie, że miała grać księżną w małej komedyjce.

— Tak zrobię to naturalnym — zawołała — że się czym prędzej za drugiego wychodzi, kiedy się pierwszego nadzwyczajnie kochało!... Spodziewam się, że pozyskam ogromne oklaski, a każdy mężczyzna zapragnie stać się trzecim.

Aurelia, słuchając takich słów, twarzą wyrażała niezadowolenie; jej niechęć do Filiny wzmagała się z każdym dniem.

— Wielka szkoda — rzekł Serlo — że nie mamy baletu; bo musiałabyś mi pani ze swoim pierwszym i drugim mężem zatańczyć pas des deux102, a stary zasypiałby według taktu, a nóżki i łydeczki pani nadzwyczaj by się mile zachowywały tam w tyle na teatrze dziecinnym.

— O moich łydeczkach wiesz pan niewiele — odparła drwiąco — a co do moich nóżek — zawołała, sięgając rączo pod stół, wydobywając swoje pantofelki i kładąc je obok siebie przed Serlem — oto są kopytka i proszę pana znaleźć zgrabniejsze...

— Pani wzięła na serio! — odrzekł, patrząc na ładne półbuciki. — Z pewnością, niełatwo można by zobaczyć coś wdzięczniejszego.

Była to robota paryska; Filina otrzymała je w podarunku od hrabiny, damy sławnej ze swej pięknej nogi.

— Powabna rzecz! — zawołał Serlo. — Serce mi skacze, gdy na nie patrzę.

— Co za konwulsje! — rzekła Filina.