— I dlaczego z tak wrażliwą duszą nie ukazuje się na scenie?

— Ochrypły głos i sztywna postawa wykluczają go ze sceny, a jego hipochondryczna natura z towarzystwa — odparł Serlo. — Ileż to ja sobie trudu zadałem, by go do siebie przyzwyczaić! A jednak na próżno. Czyta wybornie, jak nikt inny, o ile doświadczyłem; nikt nie zachowuje tak jak on delikatnej linii granicznej między deklamacją a uczuciowym recytowaniem.

— Znalazłem! — zawołał Wilhelm. — Znalazłem! Co za szczęśliwe odkrycie! Mamy tedy aktora, który nam wypowie ustęp o srogim Pirrusie105!

— Trzeba mieć tyle namiętności co pan — odparł Serlo — aby wszystko zużytkować dla swego zamiaru.

— Oczywiście, bardzo się martwiłem — zawołał Wilhelm — żeby tego miejsca nie wypadło opuścić, przez co by cała sztuka kulała.

— Nie mogę tego zrozumieć — rzekła Aurelia.

— Mam nadzieję, że niebawem podzielisz pani moje zdanie — odparł Wilhelm. — Szekspir wprowadza przybyłych aktorów z podwójnym zamiarem. Najpierw człowiek, który deklamuje z tak wielkim wzruszeniem o śmierci Priama106, wywiera głębokie wrażenie na samym królewiczu, czulszym robi sumienie wahającego się młodzieńca; tym sposobem scena ta staje się przygrywką do tej, w której maleńkie widowisko tak silnie oddziałuje na króla. Hamlet czuje się zawstydzony przez aktora, który bierze tak wielki udział w cudzym, ba, w zmyślonym cierpieniu, a wskutek tego powstaje w nim natychmiast myśl uczynienia w tenże sam sposób próby na sumieniu swego ojczyma. Co to za wspaniały monolog, którym się kończy akt drugi! Jakże się cieszę na myśl, że go będę wygłaszał: „O jakiż ze mnie nikczemnik, jaki podły niewolnik! Czyż to nie jest zgrozą, że ten tu aktor jedynie wskutek zmyślenia, wskutek snu namiętności tak umie nagiąć swą duszę wedle swej woli, że jej działanie bladością pokrywa jego oblicze: łzy w oku! zamęt w ruchach! głos złamany! cała jego istota przeniknięta jednym uczuciem; i to wszystko o nic — o Hekubę107! Czymże jest Hekuba dla niego albo on dla Hekuby, żeby aż płakał z jej powodu?”

— Żebyśmy tylko potrafili tego człowieka wprowadzić na scenę! — rzekła Aurelia.

— Musimy go — odparł Serlo — wprowadzać powoli. Na próbach niech czyta to miejsce, a my powiemy, że oczekujemy na aktora, który ma je grać, i tak zobaczymy, jakby się do niego zabrać.

Gdy się co do tego zgodzili, rozmowa przeszła na ducha. Wilhelm nie chciał przystać na danie pedantowi roli żyjącego króla, żeby zrzęda mógł grać ducha; sądził natomiast, że trzeba będzie poczekać jeszcze jakiś czas, zanim się nie zgłosi trochę więcej aktorów, a pomiędzy nimi może się znajdzie stosowna osoba.