— Oto zasłona, w której zniknął duch. Zawisła na zapadni; znaleźliśmy ją dopiero co.

— Dziwna relikwia! — zawołał Wilhelm, biorąc zasłonę.

W tej chwili poczuł, że ktoś chwycił go za lewe ramię, a zarazem doznał silnego bólu. Mignon trzymała się w ukryciu, chwyciła go i ukąsiła w ramię. Zbiegła przed nim ze schodów i znikła.

Kiedy towarzystwo wyszło na świeże powietrze, niemal każdy spostrzegł, iż tego wieczoru za wiele dobrego sobie pozwolono. Nie żegnając się, wszyscy rozstali się ze sobą.

Zaledwie dostał się do swego pokoju, Wilhelm,zrzucił ubranie i zgasiwszy świecę, pośpieszył do łóżka. Sen miał go natychmiast opanować, jednak szmer, który zdawał się wychodzić zza pieca w pokoju, obudził jego uwagę. Przed jego rozgrzaną wyobraźnią unosił się już obraz króla w zbroi; podniósł się, by przemówić do widziadła, gdy wtem poczuł, że oplatają go delikatne ramiona, usta zamykają gorące pocałunki, a o jego pierś pierś się opiera, której odtrącić nie miał odwagi.

Rozdział trzynasty

Nazajutrz rano Wilhelm obudził się z nieprzyjemnym uczuciem, a jego łóżko było puste. Z oszołomienia, niezupełnie przespanego, głowę miał osowiałą, a wspomnienie o nocnych odwiedzinach nieznajomej czyniło go niespokojnym. Pierwsze jego podejrzenie padło na Filinę, a jednak to miłe ciałko, które obejmował ramionami, nie wydawało mu się jej ciałem. Wśród gorących pieszczot nasz przyjaciel usnął u boku tej dziwnej, milczącej nieznajomej, a teraz nie można było odnaleźć żadnego jej śladu. Wyskoczył z łóżka, a ubierając się, zauważył, że drzwi, które zazwyczaj zaryglowywał, były tylko przymknięte, a nie umiał sobie przypomnieć, czy je zamknął wczoraj wieczorem.

Najdziwniejsza jednak wydała mu się zasłona ducha, którą znalazł na swym łóżku. Przyniósł ją ze sobą na górę i prawdopodobnie sam ją rzucił tam, gdzie leżała. Była to szara gaza, a na jej obwódce zobaczył pismo wyhaftowane czarnymi literami. Rozwinął ją i odczytał te wyrazy: „Po raz pierwszy i ostatni! Uciekaj, młodzieńcze, uciekaj!”. Uderzyło go to i nie wiedział, co miał myśleć.

W tej samej chwili weszła Mignon i przyniosła mu śniadanie. Wilhelma zadziwił widok dziecka, a nawet można powiedzieć, przeraził. Zdawało się, że tej nocy nagle podrosła; przystąpiła do niego z wyniosłą szlachetną przystojnością i spojrzała mu bardzo poważnie w oczy, tak że nie mógł znieść jej wzroku. Nie przytuliła się do niego jak dawniej, kiedy zwykle ściskała mu rękę, całowała w policzek, usta, łokieć lub ramię, ale oporządziwszy jego rzeczy, w milczeniu odeszła.

Tymczasem zbliżyła się pora naznaczonej próby czytanej; zgromadzono się, a wszyscy byli rozstrojeni z powodu wczorajszej uczty. Wilhelm, jak tylko mógł, skupił siły, ażeby nie wykroczyć zaraz z początku przeciwko swoim tak żywo głoszonym zasadom. Jego wielka wprawa pomogła mu, gdyż wprawa i przyzwyczajenie muszą w każdej sztuce wypełniać braki, jakie by chętnie i często po sobie zostawiały talent i fantazja.