Filina potrząsnęła głową, mówiąc:

— Mój przyjacielu, mów po cichu! Nie zwódźmy się! A jeżeli ta panna jest rzeczywiście pańską przyjaciółką, to musimy ją oszczędzać, bo ona wcale nie przypuszcza, że pana tu ujrzy. Sprowadzają tutaj ją zupełnie inne okoliczności, a o tym wiesz pan przecie, że często chciałoby się mieć przed oczyma raczej stracha niż dawnego kochanka w niewłaściwym czasie. Zapytam ją, przygotuję; rozważymy, co wypadnie zrobić. Jutro napiszę do pana bilet, o której godzinie masz pan przyjść lub czy możesz pan przyjść; usłuchaj mnie pan co do słowa, gdyż przysięgam, że wbrew mojej woli i woli mej przyjaciółki nikt na oczy nie zobaczy tego miłego stworzenia! Drzwi u siebie lepiej dopilnuję, a z siekierą i toporem nie zechcesz mnie pan chyba nawiedzać.

Wilhelm zaklinał ją, Serlo namawiał, na próżno! Obaj przyjaciele musieli w końcu ustąpić, opuszczając pokój i dom.

Jak niespokojną noc spędził Wilhelm, każdy sobie wyobrazi. Jak powoli upływały godziny dnia, w których oczekiwał biletu od Filiny, łatwo zrozumieć. Na nieszczęście, tego wieczoru musiał grać; nigdy nie przecierpiał większej męki. Po skończonej sztuce pośpieszył do Filiny, nie pytając wcale, czy został zaproszony. Zastał jej drzwi zamknięte, a domownicy powiedzieli, że panienka dziś rano odjechała z młodym oficerem; powiedziała wprawdzie, iż wróci za kilka dni, ale nie wierzono temu, gdyż za wszystko zapłaciła i zabrała swoje rzeczy.

Wiadomość ta wprawiła Wilhelma w wielkie rozdrażnienie. Pobiegł do Laertesa i zaproponował, by ścigać Filinę i za wszelką cenę upewnić się co do jej towarzysza. Laertes wszelako zganił przyjaciela za jego namiętność i łatwowierność.

— Założę się — rzekł — że to nie kto inny jak Fryderyk. Chłopak jest z dobrego domu, wiem to dobrze; jest szalenie zakochany w dziewczynie i prawdopodobnie wyłudził od krewnych tyle pieniędzy, że czas jakiś będzie mógł z nią wyżyć.

Te wyjaśnienia nie przekonały Wilhelma, ale nabrał wątpliwości. Laertes perswadował mu, jak nieprawdopodobna jest bajeczka, którą wymyśliła dla nich Filina, jak dobrze figura i włosy pasowały do Fryderyka, jak niełatwe byłoby dla nich wyrównać przewagę o dwanaście godzin, a przede wszystkim, że Serlo nie mógłby się w przedstawieniach obejść bez nich obydwu.

Wszystkie te wywody tyle jedynie w końcu sprawiły, że Wilhelm wyrzekł się myśli osobistego pościgu. Laertes potrafił jeszcze tej samej nocy sprowadzić dzielnego człowieka, któremu można było dać polecenie. Był to człek stateczny, który niejednym państwu służył w podróżach za posłańca i przewodnika, a teraz właśnie był bez zajęcia. Dano mu pieniądze, powiadomiono go o całej sprawie i zlecono, by odszukał i dopędził zbiegów, nie tracił ich następnie z oczu i natychmiast doniósł przyjaciołom, gdzie i jak tamtych znalazł.

W tej samej godzinie siadł na koń i pojechał w trop za dwuznaczną parą, a Wilhelm tym zarządzeniem uspokoił się przynajmniej do pewnego stopnia.

Rozdział szesnasty