Musiał słuchać skarg Aurelii na rozrzutność brata, musiał udawać, że nie rozumie napomknień Serla, kiedy ten starał się go z dala nakłonić do małżeństwa z siostrą. Musiał przy tym ukrywać się ze zgryzotą, która go gnębiła nader silnie, gdy wyprawiony za dwuznacznym oficerem posłaniec nie powracał i nie dawał znać o sobie; a przyjaciel nasz mógł się lękać, że Mariannę swoją utracił po raz drugi.

W tym samym czasie przypadła powszechna żałoba, która zmusiła ich do zamknięcia teatru na kilka tygodni. Skorzystał z tej wolnej chwili, by odwiedzić księdza, u którego umieszczony został harfiarz. Znalazł go w miłej okolicy, a pierwszym, którego spostrzegł na probostwie, był starzec, dający chłopcu lekcję na swoim instrumencie. Okazał wielką radość na widok Wilhelma, powstał i podał mu rękę, mówiąc:

— Widzisz pan, że przydam się jeszcze na coś w świecie; pozwolisz pan, żebym odbył naukę, bo godziny są rozłożone.

Ksiądz powitał Wilhelma przyjaźnie i opowiedział mu, iż starzec jest na bardzo dobrej drodze i spodziewać się można zupełnego wyzdrowienia.

Rozmowa ich przeszła naturalnie na metodę leczenia obłąkanych.

— Prócz strony fizycznej — mówił duchowny — która stawia nam często niepokonane trudności i co do której zasięgam rady myślącego lekarza, środki lecznicze co do obłąkania uważam za bardzo proste. To te same, które nie pozwalają ludziom zdrowym nabawić się obłąkania. Budźmy ich własną działalność, przyzwyczajajmy ich do porządku, dajmy im do zrozumienia, że swój byt i los mają wspólny z tyloma innymi, że niezwykły talent, największe szczęście i najgorsze nieszczęście są tylko małymi odstępstwami od rzeczy zwykłych — a żadne obłąkanie się nie zakradnie, jeśli zaś już istnieje, to zniknie powoli! Zrobiłem dla starca rozkład godzin; uczy kilkoro dzieci grać na harfie, pomaga w robotach ogrodowych i jest już o wiele pogodniejszy. Pragnie spożywać jarmuż, który uprawia, i chce pilnie uczyć mego syna, któremu na wypadek śmierci podarował harfę, aby chłopak mógł z niej również korzystać. Jako duchowny nie bardzo się rozwodzę nad jego dziwnymi skrupułami, ale aktywne życie sprowadza za sobą tyle wydarzeń, że niebawem musi poczuć, że wszelkiego rodzaju wątpliwości mogą zostać usunięte jedynie przez działanie. Z wolna biorę się do dzieła; jeżeli zaś zdołam jeszcze pozbawić go brody i szaty, to zyskam wiele, nic bowiem bardziej nie przybliża nas do obłąkania, jak to, kiedy się od innych odróżniamy, a nic tak dalece nie podtrzymuje zdrowego rozsądku jak życie trybem wspólnym z wieloma ludźmi. A ileż to jest niestety w naszym wychowaniu i w naszych instytucjach społecznych rzeczy, które nas i dzieci nasze do wariacji przysposabiają!

Wilhelm bawił u tego rozumnego człowieka kilka dni i dowiedział się nader zajmujących historii nie tylko o ludziach szalonych, ale i o takich, których zwykle się uważa za roztropnych, ba, za mądrych nawet, a których dziwactwa blisko graniczą z obłąkaniem.

Potrójnie jednak ożywiła się rozmowa, kiedy przyszedł lekarz, który zwykł był często odwiedzać swego przyjaciela księdza i dopomagać mu w jego filantropijnych usiłowaniach. Był to mężczyzna w podeszłym wieku, który mimo słabowitego zdrowia wiele przepędził lat na wykonywaniu najszlachetniejszych obowiązków. Był wielkim przyjacielem życia wiejskiego i prawie nie mógł wytrzymać bez otwartego powietrza; przy tym był nadzwyczajnie towarzyski i czynny i od lat wielu miał szczególną skłonność do zawierania przyjaźni ze wszystkimi księżmi wiejskimi. Każdemu, o którym wiedział, że ma jakieś pożyteczne zajęcie, starał się pomagać wszelkimi sposobami; innych, którzy nie mieli nic określonego, starał się nakłonić do jakiegoś amatorskiego upodobania, a że równocześnie miał stosunki ze szlachtą, urzędnikami i sądownikami, w ciągu tedy lat dwudziestu po cichu bardzo wiele przyczynił się do uprawy niejednej gałęzi gospodarstwa wiejskiego i wprawił w ruch wszystko, co korzystne dla roli, zwierząt i ludzi, a tym sposobem szerzył najistotniejszą oświatę.

— Dla człowieka — mówił on — jedno jest tylko nieszczęście, kiedy się w nim zagnieździ jakakolwiek myśl, która nie ma żadnego wpływu na aktywne życie albo go nawet od aktywnego życia odwodzi. Mam teraz — ciągnął dalej — taki wypadek z dostojnym i bogatym małżeństwem, wobec którego do tej pory nie powiodło mi się z żadną sztuką; wypadek ten należy niemal do twojego zawodu, kochany pastorze, a ten młodzieniec nie rozgłosi go przecie... Podczas nieobecności pewnego dostojnego męża, wskutek żartu, którego pochwalić całkiem niepodobna, przebierają pewnego młodzieńca w domowy ubiór tego pana. Jego małżonka miała zostać przez to oszukana, a chociaż mi to opowiedziano tylko jako figiel, lękam się jednak bardzo, czy nie miano zamiaru szlachetnej i miłej damy sprowadzić z prawej drogi. Mąż wraca niespodziewanie, wchodzi do swego pokoju, sądzi, że widzi siebie samego i od tego czasu popada w melancholię, w której żywi przeświadczenie, że niebawem umrze. Powierza się osobom, które go bałamucą ideami religijnymi, i nie wiem, jakim by go sposobem powstrzymać, by nie dołączył wraz z żoną do herrnhutów124 i nie pozbawił swych krewnych większości majątku, gdyż dzieci nie ma.

— Wraz z żoną? — zawołał porywczo Wilhelm, którego opowiadanie niemało przeraziło.