Ponieważ tedy nie usuwała się już jak dawniej spod łagodnego kierownictwa stryja, położono niebawem podwaliny pod jego plan. Została damą dworu w sąsiedztwie, gdzie mógł ją oddać w opiekę i na wykształcenie pewnej przyjaciółce, która jako wielka ochmistrzyni doznawała wielkiego poważania. Towarzyszyłam jej do nowego miejsca jej pobytu. Z przyjęcia, jakiego doznałyśmy, mogłyśmy obie być bardzo zadowolone, a niekiedy musiałam się ukradkiem uśmiechać z roli, którą grałam obecnie w świecie jako kanoniczka, jako młoda i pobożna kanoniczka.

W dawniejszych czasach stosunek taki byłby mnie wprawił w zakłopotanie, a może nawet i przewrócił w głowie; teraz jednak wobec wszystkiego, co mnie otaczało, byłam bardzo swobodna. W wielkiej ciszy dawałam się parę godzin fryzować, stroiłam się i myślałam przy tym tylko o tym, że w moich stosunkach obowiązana jestem przywdziewać tę galową liberię. W przepełnionych salach rozmawiałam ze wszystkimi i z każdym kolejno, a żadna postać ani żadna istota nie wywierała na mnie silnego wrażenia. Kiedy wróciłam do domu, to zmęczenie nóg było przeważnie jedynym uczuciem, jakie ze sobą przynosiłam. Rozumowi memu byli użyteczni liczni mężczyźni, których widywałam, a jako wzór wszystkich cnót ludzkich, dobrego i szlachetnego zachowania poznałam kilka kobiet, a zwłaszcza wielką ochmistrzynię, przy której miała szczęście kształcić się moja siostra.

Po powrocie jednak odczułam nie tak pomyślne cielesne następstwa tej podróży. Pomimo największej wstrzemięźliwości i najściślejszej diety, nie byłam, jak zwykle, panią swego czasu i swoich sił. Jedzenie, ruch, wstawanie i kładzenie się do snu, ubieranie się i wyjeżdżanie nie zależały, jak w domu, od mojej woli i uczucia. W obiegu kółka towarzyskiego nie wolno się bez niegrzeczności zatrzymywać, więc też wszystko, co należało, chętnie wykonywałam, wiedząc, że to rychło minie, i czując się zdrowsza niż kiedykolwiek. Mimo to obce mi niespokojne życie silniej na mnie zapewne podziałało, niż mniemałam. Bo zaledwie wróciłam do domu i ucieszyłam rodziców zadowalającym opowiadaniem, dostałam krwotoku, który chociaż nie był niebezpieczny i prędko minął, pozostawił po sobie na długo zauważalne osłabienie.

Tu miałam powtórnie do odrobienia nową lekcję. Zrobiłam to radośnie. Nic mnie nie wiązało ze światem i byłam przeświadczona, że w nim nigdy nie znajd właściwej drogi, i tym sposobem osiągnęłam stan najpogodniejszy i najspokojniejszy, a wyrzekając się życia, zostałam utrzymana przy życiu.

Nową próbę musiałam przetrwać, kiedy matkę ogarnęła przygnębiająca słabość, którą znosiła jeszcze pięć lat, zanim spłaciła dług naturze. W tym czasie przechodziłam niejedno ćwiczenie. Często gdy jej niepokój stawał się zbyt przykry, kazała zwoływać nas wszystkich nocą do swego łóżka, aby naszą obecnością przynajmniej się rozerwać, jeżeli nie pomóc sobie. Cięższy, ba, ledwie do zniesienia był ucisk, gdy także ojciec mój zaczął marnieć. Od samej młodości miewał często gwałtowne bóle głowy, które jednak najdłużej trwały trzydzieści sześć godzin. Teraz stały się trwałe, a kiedy wzmagały się do wysokiego stopnia, to boleść rozrywała mi serce. Wobec takich nawałnic czułam najbardziej swoją słabość cielesną, gdyż nie pozwalała mi ona spełniać moich najświętszych, najdroższych obowiązków, albo też czyniła mi ich wykonywanie nadzwyczaj uciążliwym.

Teraz mogłam siebie wypróbować, czy na obranej przeze mnie drodze znajduje się prawda czy fantazja, czy może myślałam jedynie według innych, czy też przedmiot mojej wiary jest rzeczywisty, a ku największemu mojemu pokrzepieniu przekonywałam się zawsze o tym ostatnim. Prosty kierunek serca mego ku Bogu, obcowanie z beloved ones (ukochanymi), szukany przeze mnie, znalazłam, a to czyniło mi wszystko lekkim. Jak wędrowiec do cienia, tak dusza moja śpieszyła do tego schroniska, kiedy z zewnątrz wszystko mnie uciskało, i nigdy nie wracała na próżno.

W nowszych czasach niektórzy obrońcy religii, którzy zdaje się więcej mają względem niej żarliwości niż uczucia, zachęcali swoich współwyznawców, by rozpowszechniali wiadomości o przykładach rzeczywistego wysłuchiwania modlitwy, prawdopodobnie pragnąc posiadać dokument i pieczęć, by dopiec przeciwnikom w sposób prawdziwie dyplomatyczny i prawniczy. Jakże nieznane musi im być prawdziwe uczucie i jak mało musieli doznać sami prawdziwych doświadczeń!

Mogę zapewnić, że nigdy nie wracałam z niczym, kiedy wśród ucisku i biedy szukałam Boga. Mówi to nieskończenie wiele, a jednak nie mogę i nie powiem więcej. O ile każde doświadczenie w krytycznej chwili było dla mnie ważne, o tyle mdłe, błahe, nieprawdopodobne stałoby się opowiadanie, gdybym chciała przytaczać poszczególne wypadki. Jakże byłam szczęśliwa, gdy tysiące drobnych zdarzeń razem wziętych tak niezbicie jak to, iż oddychanie jest znakiem życia, dowodziło mi, że nie jestem na świecie bez Boga. Był blisko mnie, ja byłam przed nim. Oto co mogę z całą najzupełniejszą prawdą powiedzieć, unikając naumyślnie wszelkich terminów teologicznych.

Jakże mocno pragnęłam, żebym i wtedy mogła się była obejść bez wszelkiego systemu, ale któż zawczasu zdobywa to szczęście, by mieć świadomość siebie samego w czystym związku, bez cudzych form? Całkiem poważnie traktowałam swoje zbawienie. Skromnie zaufałam cudzej powadze; oddałam się całkowicie halskiemu systemowi nawracania130, a cała moja istota nie chciała się przystosować do żadnej metody.

Według tej nauki przemiana serca musi się rozpocząć od głębokiego przerażenia się nad grzechem; serce w tej katuszy musi już to więcej, już to mniej poznać zasłużoną karę i zakosztować przedsmaku piekła, który goryczą zaprawia rozkosz grzechu. W końcu trzeba poczuć bardzo wyraźne zapewnienie łaski, które jednak w dalszym ciągu często się ukrywa i musi być na nowo poważnie poszukiwane.