Jak przyjemny jest dla nas widok kształtnie zbudowanego człowieka, tak też przyjemne jest całe uporządkowanie, w którym odczuwamy obecność rozsądnej, rozumnej istoty. Już wejście do czysto utrzymanego domu sprawia radość, chociażby poza tym zbudowany był i przyozdobiony bez smaku, gdyż przekonuje nas o obecności ludzi wykształconych przynajmniej z jednej strony. Jakże tedy podwójnie miłe jest dla nas, kiedy z mieszkania ludzkiego przemawia do nas duch wyższej, chociaż zmysłowej tylko kultury!

Stało się to dla mnie widoczne w sposób bardzo żywy na zamku mego stryja. Wiele słyszałam i czytałam o sztuce; Filon także był wielkim miłośnikiem obrazów i miał piękny zbiór; i ja sama dużo rysowałam, ale już to zanadto zajęta byłam swoimi uczuciami i starałam się tylko o dokładne wyjaśnienie sobie tego jednego, które jest potrzebne, już to wydawało mi się, że wszystkie te rzeczy, które widziałam, jak i inne sprawy światowe wprawiają mnie w roztargnienie. Teraz po raz pierwszy coś zewnętrznego skierowało mnie ku sobie samej i ku swemu największemu zdziwieniu poznałam różnicę między naturalnym, doskonałym śpiewem słowika a czterogłosowym „Alleluja” z nabrzmiałych uczuciem krtani ludzkich.

Radości z powodu tego nowego spostrzeżenia nie ukrywałam przed stryjem, który, gdy wszystko już poszło właściwym trybem, zwykł najczęściej ze mną rozmawiać. Z wielką skromnością mówił o tym, co posiadał i czego dokonał, z wielką pewnością o myśli, w której było to zbierane i ułożone, i mogłam zauważyć, że wyrażał się, mając wzgląd na mnie, starając się według swego dawnego zwyczaju podporządkować dobro, którego sądził się panem i mistrzem, temu, co według mego przekonania było prawdziwe i najlepsze.

— Jeżeli sobie pomyślimy — rzekł pewnego razu— jako rzecz możliwą, że Stwórca Świata sam przyjął postać swego stworzenia i przez pewien czas bawił na świecie na sposób ludzki, to musi nam stworzenie to przedstawiać się jako nieskończenie doskonałe, gdy sam Stwórca mógł się z nim tak ściśle zjednoczyć. Nie musi więc być sprzeczności w pojęciu człowieka z pojęciem boskości, a jeżeli często odczuwamy wobec niego pewną odmienność i oddalenie, to tym większym naszym obowiązkiem jest nie spoglądać ustawicznie, jak adwokat złego ducha, na nagości i słabości natury naszej, lecz raczej poszukiwać wszelkich doskonałości, za pomocą których możemy poprzeć nasze pretensje do podobieństwa bożego.

Uśmiechając się, odparłam:

— Nie zawstydzaj mnie zanadto, kochany stryju, uprzejmością mówienia moim językiem! To, co masz mi do powiedzenia, ma dla mnie tak wielką wagę, że pragnęłabym usłyszeć to w twoim własnym języku, a dopiero czego sobie nie będę mogła przyswoić całkowicie, postaram się na swój wytłumaczyć.

— Będę mógł — odrzekł na to — mówić dalej w sposób sobie najwłaściwszy, nie zmieniając tonu. Największą zasługą człowieka to będzie, jeżeli, o ile tylko można najwięcej zapanuje nad okolicznościami i, o ile tylko można, najmniej da się im opanować. Leży przed nami cała przyroda, jak wielki łom kamienia przed budowniczym, który wtedy tylko zasługuje na tę nazwę, jeżeli z największą ekonomią, celowością i trwałością układa obraz, który powstał w jego umyśle z tych przypadkowych mas naturalnych. Wszystko na zewnątrz nas jest tylko żywiołem, a nawet, można powiedzieć, wszystko też na nas, ale głęboko w nas tkwi ta siła twórcza, która potrafi stworzyć to, co być powinno, i nie pozwala nam ani spocząć, ani odetchnąć, aż to przedstawimy na zewnątrz nas lub na nas w ten lub inny sposób. Ty, kochana siostrzenico, wybrałaś może cząstkę najlepszą; starałaś się swoją istotę moralną, swoją głęboką kochającą naturę pogodzić z samą sobą i z Istotą Najwyższą, gdy reszta z nas także nie zasługuje na naganę, jeżeli staramy się poznać człowieka zmysłowego w całym jego zakresie i aktywnie staramy się doprowadzić go do jedności.

Wskutek takich rozmów nabieraliśmy z wolna coraz większego zaufania do siebie, a ja żądałam od niego, ażeby nie robiąc ustępstw, mówił ze mną tak jak z sobą samym.

— Nie myśl bynajmniej — odrzekł stryj — że ci pochlebiam, chwaląc twój sposób myślenia i działania. Szanuję człowieka, który wie jasno, czego chce, niezmordowanie kroczy naprzód, zna środki do swego celu i umie je pochwycić i ich użyć; czy jego cel jest wielki czy mały, czy zasługuje na pochwałę czy naganę, na to zwracam uwagę dopiero potem. Wierz mi, moja droga, największa część niedoli i tego, co nazywa się złem na świecie, powstaje jedynie stąd, że ludzie zbyt są niedbali, by należycie poznać swe cele, a poznawszy, pracować dla nich poważnie. Wydają mi się oni jak ludzie, którzy mają pojęcie, iż wieża może i powinna być zbudowana, a którzy na podwaliny zużywają nie więcej kamieni i pracy, niż gdyby budowali chatkę. Gdybyś ty, moja przyjaciółko, której najwyższą potrzebą było wyjaśnić sobie własną wewnętrzną moralną naturę, zamiast wielkich i śmiałych poświęceń posuwała się z wolna pomiędzy rodziną, narzeczonym, może małżonkiem, to w wiecznej niezgodzie ze sobą nigdy nie zaznałabyś ani jednej chwili zadowolenia.

— Używasz, stryju — odparłam na to — słowa „poświęcenie”, a mnie przychodziło niekiedy na myśl, jak mamy składać w ofierze wyższemu celowi, niby jakiemuś bóstwu, rzeczy mniejsze, chociaż sprawia nam już przykrość to nawet, gdy ma się chętnie i dobrowolnie zaprowadzić do ołtarza ukochaną owieczkę za zdrowie uwielbianego ojca.