Z pokoju wszedł ksiądz, skinął na Jarna, żeby go poszedł zastąpić, a do Wilhelma rzekł:
— Baron każe pana prosić, żebyś tu pozostał, przez kilka dni powiększył towarzystwo i przyczynił się w tych okolicznościach do jego rozrywki. Jeżeli pan potrzebujesz dać znać rodzinie, to list pański zaraz zostanie wysłany, a żebyś zrozumiał to dziwne zdarzenie, którego jesteś naocznym świadkiem, winienem panu opowiedzieć, co nie jest właściwie wcale tajemnicą. Baron miał małą awanturkę z pewną damą, awanturkę, która zwróciła większą uwagę niż potrzeba, ponieważ dama za bardzo chciała nacieszyć się triumfem wyrwania barona swojej rywalce. Niestety, po pewnym czasie nie znajdował on u niej takiej jak poprzednio rozrywki, więc jej unikał, ale wobec swego gwałtownego usposobienia nie mogła znosić swego losu ze spokojnym umysłem. Na pewnym balu nastąpiło publiczne zerwanie, poczuła się w najwyższym stopniu obrażona i pragnęła pomsty; nie znalazł się rycerz, który chciałby się za nią ująć, aż wreszcie jej mąż, z którym się dawno rozstała, dowiedział się o sprawie, ujął się za nią, wyzwał barona i dzisiaj go zranił, lecz pułkownik, jak słyszę, jeszcze gorzej na tym wyszedł.
Od tej chwili nasz przyjaciel był traktowany w tym domu tak, jakby należał do rodziny.
Rozdział trzeci
Kilka razy czytano choremu; Wilhelm wyświadczał tę małą przysługę z radością. Lidia nie odchodziła od łóżka; troskliwość o rannego pochłaniała całą jej uwagę, ale dzisiaj także Lothar wydawał się roztargniony, a nawet prosił, żeby przerwano czytanie.
— Dzisiaj tak żywo czuję — rzekł on — jak głupio człowiek daje przemijać czasowi! Ileż to rzeczy zaplanowałem, ile rzeczy przemyślałem, a jakże to się ociągamy z naszymi najlepszymi zamiarami! Czytałem projekty zmian, jakie zamierzam wprowadzić w swoich dobrach i mogę powiedzieć, że głównie z ich powodu cieszę się, iż kula nie obrała sobie niebezpieczniejszej drogi.
Lidia patrzyła mu w oczy czule, a nawet ze łzami, jakby go chciała zapytać, czy też ona, czy jego przyjaciele nie mogliby wymagać współudziału z jego cieszenia się życiem? Jarno natomiast odpowiedział:
— Zamierzone przez pana zmiany będą naprzód ze wszech stron dobrze rozważone, zanim się na nie zdecydujemy.
— Długie namysły — odparł Lothar — okazują zazwyczaj, że się nie baczy na ten punkt, o którym jest mowa; pośpieszne zaś czynności, że się go wcale nie zna. Widzę bardzo wyraźnie, że przy gospodarowaniu swoimi dobrami w wielu rzeczach nie mogę się obejść bez usług moich wieśniaków i przy pewnych prawach muszę obstawać ściśle i mocno; widzę jednak także, że pewne inne przywileje są wprawdzie dla mnie korzystne, ale nie całkiem niezbędne, tak że mogę z nich coś moim ludziom ustąpić. Nie zawsze się traci, jeżeli się bez czegoś obchodzi. Czyż nie zużytkowuję moich dóbr daleko lepiej niż mój ojciec? Czyż swoich dochodów nie podniosę jeszcze wyżej? I czyż z tej rosnącej korzyści mam korzystać sam jeden? Czyż nie powinienem temu, kto ze mną i dla mnie pracuje, użyczać i także dla jego majątku tych korzyści, których nam dostarcza poszerzona wiedza i postępujące czasy?
— Taki już jest człowiek! — zawołał Jarno — i nie ganię siebie, gdy chwytam się sam na tej właściwości; człowiek pragnie wszystko zagarnąć do siebie, aby móc tym rozporządzać do woli; pieniądze, których on sam nie wydaje, rzadko mu się wydają dobrze zużytkowane.