— Że jest bardzo niebezpiecznie — odparł tamten, wkładając parę instrumentów do swej skórzanej torby.
Wilhelm przypatrywał się taśmie, która zwisała z torby; zdawało mu się, że ją zna. Żywe, krzykliwe barwy, dziwny wzór, złoto i srebro w cudacznych kształtach wyróżniały tę taśmę spośród wszystkich innych na świecie. Wilhelm był przekonany, że widzi przed sobą torbę z instrumentami starego chirurga, który opatrywał go w tamtym lesie, a nadzieja na odnalezienie śladu amazonki po tak długim czasie przeniknęła płomieniem całą jego istotę.
— Skąd pan masz tę torbę? — zawołał. — — Do kogo należała przed panem? Powiedz mi pan, proszę.
— Kupiłem ją na licytacji — odparł tamten. — Cóż mnie obchodzi, do kogo należała?
To mówiąc, oddalił się, a Jarno rzekł:
— Gdybyż temu młodzieńcowi choć jedno prawdziwe słowo z ust wyszło...
— Więc on nie nabył tej torby na licytacji? — spytał Wilhelm.
— Tak samo nie, jak nie ma niebezpieczeństwa co do Lothara — odpowiedział Jarno.
Wilhelm stał głęboko pogrążony w myślach, gdy Jarno zapytał go, jak mu się od owego czasu powodziło? Wilhelm opowiedział ogólnikowo swoje dzieje, a gdy w końcu mówił o śmierci Aurelii i o swoim poselstwie, tamten zawołał:
— To naprawdę dziwne, bardzo dziwne!