— Wysiada! — rzekł ksiądz. — Widzisz przecie, żyje.

— Raniony! — odparła gwałtownie — bo przyjechałby na koniu! Prowadzą go! Jest niebezpiecznie ranny!

Skoczyła do drzwi i zbiegła ze schodów; ksiądz pośpieszył za nią, a Wilhelm poszedł za nimi; widział, jak piękność spotkała wchodzącego swego kochanka.

Lothar wspierał się na swoim towarzyszu, w którym Wilhelm natychmiast poznał swego dawnego protektora Jarna; przemawiał do niepocieszonej dziewczyny bardzo mile i przyjaźnie, a oparłszy się także i na niej, wchodził powoli po schodach, przywitał Wilhelma i został zaprowadzony do swego gabinetu.

Wkrótce potem wyszedł stamtąd Jarno i podszedł do Wilhelma, mówiąc:

— Predestynowany pan jesteś, jak się zdaje, do tego, żeby wszędzie spotykać aktorów i teatr; znajdujemy się właśnie wśród nie bardzo wesołego dramatu.

— Cieszę się — odparł Wilhelm — że znajduję znów pana w tej dziwnej chwili; jestem zdziwiony, przerażony, a obecność pańska robi mnie zaraz spokojnym i odważnym. Powiedz mi pan, czy jest jakieś niebezpieczeństwo? Czy baron ciężko ranny?

— Nie sądzę — odrzekł Jarno.

Po niejakiej chwili wyszedł z pokoju młody chirurg.

— No, i cóż pan mówisz? — zawołał co niego Jarno.