— I ona jest siostrą Lothara? — spytał Wilhelm.

— Nie inaczej.

— I Lothar wie?

— Wszystko.

— O, pozwól mi pan uciec! — zawołał Wilhelm. — Jak mogę być przy nim? Co on może powiedzieć?

— Że nikt nie powinien ciskać kamieniem w drugiego i że nikt nie powinien układać długich przemów, by zawstydzać ludzi, gdyż musiałby je chyba wygłosić przed zwierciadłem.

— I to wiesz pan także?

— I niektóre inne rzeczy — odparł Jarno z uśmiechem — ale tym razem — mówił dalej — nie wypuszczę pana tak łatwo jak poprzednio, a mojego werbunku nie potrzebujesz się już pan obawiać. Już nie jestem żołnierzem, a i jako żołnierz nie powinien bym był budzić w panu takiego podejrzenia. Od czasu, gdym pana nie widział, wiele się rzeczy zmieniło. Po śmierci księcia, mego jedynego przyjaciela i dobroczyńcy, oderwałem się od świata i od wszystkich stosunków światowych. Chętnie popierałem, co było rozumne, nie zmilczałem, gdy coś uważałem za niedorzeczne, miano wciąż gadania o mojej niespokojnej głowie i o moim złym języku. Gawiedź ludzka niczego się bardziej nie lęka niż rozsądku; raczej powinna by się lękać głupoty, gdyby wiedziała, co jest warte lęku, ale tamten jest niedogodny i trzeba go usunąć na stronę; ta jest tylko zgubna, a na to można poczekać. Niech i tak będzie; życie przede mną, a o moim planie posłyszysz pan później. Weźmiesz w nim udział, jeżeli zechcesz, ale powiedz mi pan, jak się panu powodziło. Widzę, czuję po panu, że się pan również zmieniłeś. Jakże tam z pańską dawną mrzonką, by dokonać czegoś pięknego i dobrego w towarzystwie cygańskim?

— Dosyć mam kary! — zawołał Wilhelm. — Nie przypominaj mi pan, skąd przychodzę i dokąd idę. Mówi się wiele o teatrze, ale kto sam w nim nie był, nie może o nim mieć żadnego wyobrażenia. Jak ci ludzie nie znają wcale siebie samych, jak bez rozmysłu wykonywają swoje zajęcie, jak bezgraniczne są ich pretensje, o tym nie ma się żadnego pojęcia. Nie tylko każdy chce być pierwszy, ale też i jedyny; każdy rad by wyłączyć wszystkich innych i nie widzi, że ledwie z nimi razem coś robi; każdy wyobraża sobie, iż jest dziwnie oryginalny, a niezdolny jest do poradzenia sobie z czymś, co wychodzi poza rutynę; przy tym wiecznie trwały niepokój za czymś nowym. Z jakąż gwałtownością działają przeciw sobie nawzajem! I tylko najniższa miłość własna, najbardziej ograniczony interes własny sprawia, iż się łączą ze sobą. O postępowaniu wzajemnym nie mówi się nawet; ustawiczną nieufność podtrzymuje tajona złośliwość i szkaradne rozmowy i kto nie żyje rozpustnie, żyje głupio. Każdy rości pretensje do bezwarunkowego poważania, każdy jest wrażliwy na najlżejszą naganę. O tym wszystkim wiedział on sam daleko lepiej! A dlaczegóż robił zawsze rzeczy wprost przeciwne?... Zawsze potrzebujący i zawsze bez zaufania, zdaje się, jak gdyby niczego się tak nie lękali, jak rozumu i dobrego smaku, i niczego nie pożądali tak mocno, jak królewskiego prawa swej osobistej samowoli.

Wilhelm odetchnął i miał dalej prowadzić swoją litanię, gdy przerwał mu niepohamowany śmiech Jarna.