— Rozwiąż mi pan tę zagadkę! — zawołał Wilhelm.
— Jest jeszcze dość czasu — odparł Laertes — by się dowiedzieć, że moje wałęsanie się jest teraz opłacane, że pewien naczelnik wielkiego domu handlowego czerpie korzyści z mego niespokojnego trybu życia, z moich wiadomości i znajomości i pozostawia mi niejaką z nich cząstkę; dałbym wiele za to, żebym mógł też zdobyć zaufanie kobiet, bo w tym domu jest ładna siostrzenica i uważam, że gdybym tylko zechciał, mógłbym wkrótce zostać skończonym mężem.
— Zapewne nie wiesz pan jeszcze — rzekła pani Melina — że w tym czasie i wśród nas zawarto małżeństwo? Serlo naprawdę poślubił publicznie piękną Elmirę, gdyż ojciec nie chciał pobłażać ich potajemnej poufałości.
Tak rozmawiali o tym i o owym, co się wydarzyło pod jego nieobecność, i mógł doskonale zauważyć, że ze względu na ducha i usposobienie towarzystwa, był już naprawdę od dawna zwolniony.
Niecierpliwie oczekiwał na staruszkę, która zapowiedziała mu dziwną wizytę głęboką nocą. Miała przyjść, gdy wszyscy usną, i żądała takich przygotowań, jakby jakaś młodziutka dziewczyna chciała się wymknąć do kochanka. Tymczasem ze sto razy przeczytał list Marianny, odczytywał z niewymownym zachwytem wyraz „wierność”, napisany jej ukochaną ręką, a ze zgrozą zapowiedź jej śmierci, której bliskości zdawała się nie lękać.
Minęła północ, kiedy coś zaszeleściło przy uchylonych drzwiach i weszła stara z koszyczkiem w ręku.
— Mam panu opowiedzieć — rzekła — dzieje naszych cierpień, a muszę się spodziewać, że będziecie przy tym siedzieć niewzruszeni, że oczekujecie mnie tu tak pilnie jedynie dla zaspokojenia swojej ciekawości i że obleczecie się teraz, jak i wówczas, w swoją zimną miłość własną, kiedy nam serce pęka. Ale patrzcie no! Tak owego szczęśliwego wieczoru wydobyłam butelkę szampana, tak postawiłam trzy kieliszki na stole i tak zaczęliście mamić nas i usypiać niewinnymi historyjkami dzieciństwa, jak ja teraz muszę was oświecić smutnymi prawdami i utrzymać was w czuwaniu.
Wilhelm nie wiedział, co powiedzieć, kiedy stara rzeczywiście wyjęła korek i nalała trzy pełne kieliszki.
— Pijcie! — zawołała, opróżniwszy czym prędzej pieniący się kieliszek. — Pijcie! Zanim wino wyszumi! Ten trzeci kieliszek niech wymusuje nietknięty na pamiątkę mojej nieszczęśliwej przyjaciółki. Tak czerwone były jej wargi, kiedy do was przepijała! Ach, a teraz są na wieki zbladłe i stężałe!
— Sybillo! Furio149! — zawołał Wilhelm, podrywając się i uderzając pięścią w stół. — Co za zły duch cię opętał i tobą kieruje? Za kogo mnie masz, myśląc sobie, że najprostsza historia o śmierci i cierpieniach Marianny nie zaboli mnie dość dotkliwie, kiedy używasz jeszcze takich sztuczek piekielnych, aby zaostrzyć moje katusze? Jeżeli twoje nienasycone opilstwo sięga tak daleko, że musisz hulać nawet na stypie, to pij i mów! Od dawna miałem do ciebie wstręt, a teraz jeszcze nie mogę sobie wyobrazić Marianny jako niewinnej, kiedy tylko patrzę na ciebie, jej towarzyszkę.