— O, gdybyś pan znalazł u nas wszystko tak, jak pragniesz! — zawołała.
— Wątpię w to — odrzekł Wilhelm — i nie spodziewałem się tego. Wyznaj pani, proszę: dołożono wszelkich starań, aby poradzić sobie beze mnie?
— Bo i po cóż pan odchodziłeś? — odparła przyjaciółka.
— Nigdy nie jest za wcześnie, żeby przekonać się z doświadczenia, jak jest się zbędnym na świecie! Za jakież to ważne uważamy się osoby! Zdaje nam się, że my jedni ożywiamy kółko, w którym działamy; wyobrażamy sobie, że podczas naszej nieobecności musi zatrzymać się życie, jedzenie i oddychanie, a tymczasem luka, która powstaje, jest prawie niezauważalna, tak się szybko zapełnia, ba, często staje się tylko miejscem dla czegoś, jeśli nie lepszego, to przyjemniejszego.
— A cierpień naszych przyjaciół nie liczymy?
— I nasi przyjaciele dobrze zrobią, jeżeli szybko się opatrzą, jeżeli sobie powiedzą: „Tam gdzie jesteś, tam gdzie trwasz, rób, co możesz, bądź aktywny i uprzejmy i niech ci teraźniejszość będzie pogodna”.
Dowiadując się dokładniej, Wilhelm odkrył to, co przypuszczał: została urządzona opera i ściągała na siebie całą uwagę publiczności. W tym czasie jego role zostały zajęte przez Laertesa i Horacego i obaj wywoływali u widzów daleko żywsze oklaski, niżby on kiedykolwiek mógł otrzymać.
Nadszedł Laertes, a pani Melina zawołała:
— Patrz no pan na tego szczęśliwca, który niebawem zostanie kapitalistą albo Bóg wie czym!
Wilhelm ściskając go, poczuł na jego surducie nadzwyczaj delikatne sukno; reszta ubrania była prosta, ale wszystko z najlepszego materiału.