Tajemnica starej nie została przez niego najlepiej zachowana. Zdradził się, gdy tylko ujrzał na nowo pięknego Feliksa.
— O, moje dziecię! — zawołał. — Moje kochane dziecię!
Podniósł go i przycisnął do serca.
— Ojcze, co mi przyniosłeś? — zapytało dziecko.
Mignon patrzała na obydwu tak, jakby ich chciała ostrzec, żeby się nie zdradzali.
— Cóż to za nowy objaw? — rzekła pani Melina.
Starali się odsunąć dzieci, a Wilhelm, który nie sądził, że powinien starowinie dochowywać najściślejszej tajemnicy, odkrył swej przyjaciółce cały związek. Pani Melina patrzyła na niego z uśmiechem.
— O, wy, łatwowierni mężczyźni! — zawołała. — Jeżeli tylko coś jest na ich drodze, bardzo łatwo na nich to zwalić, ale innym razem nie oglądają się ani w prawo, ani w lewo i nie umieją niczego docenić, czego wprzód nie oznaczyli stemplem samowolnej namiętności.
Nie mogła ukryć westchnienia, a gdyby Wilhelm nie był zupełnie ślepy, musiałby poznać w jej zachowaniu nigdy całkiem niepokonaną skłonność.
Rozmawiał z nią tedy o dzieciach, iż zamyśla zatrzymać Feliksa przy sobie, a Mignon oddać na wieś. Pani Melina, chociaż niechętnie rozstawała się z obojgiem naraz, uznała projekt za dobry, ba, za konieczny. Feliks dziczał przy niej, a Mignon, jak się zdawało, potrzebowała świeżego powietrza i innych stosunków; dobre dziewczę było chorowite i nie mogło wyzdrowieć.