— Wcale nie gorzej — rzekł Lothar — gdyby państwo za umiarkowany, regularny podatek zechciało nas zwolnić z lenniczego hokus pokus i pozwolić nam swobodnie rozporządzać naszymi dobrami, żebyśmy nie musieli ich utrzymywać w tak wielkich skupieniach, żebyśmy mogli dzielić je równiej między swoje dzieci, aby wszystkim otworzyć pole do wolnej żywej działalności zamiast zostawiać ograniczone i ograniczające przywileje, z których możemy korzystać, tylko wywołując wciąż duchy naszych przodków. O ileż szczęśliwsi byliby mężczyźni i kobiety, gdyby mogli rozglądać się wkoło swobodnymi oczyma i swoim wyborem wywyższać bez żadnych innych względów, to jakąś zacną dziewczynę, to jakiegoś wspaniałego młodzieńca. Państwo miałoby więcej obywateli, może nawet lepszych i nie byłoby tak często w kłopocie o głowy i ręce.

— Mogę pana zapewnić — powiedział Werner — że w życiu ani pomyślałem o państwie; opłacałem podatki, cła i paszporty, ponieważ tak z dawna przyjęto.

— No — odrzekł Lothar — mam nadzieję, że jeszcze zrobię z pana dobrego patriotę, gdyż jak tylko ten jest dobrym ojcem, kto przy stole daje naprzód swym dzieciom, tak tylko ten jest dobrym obywatelem, kto przed wszystkimi innymi wydatkami odkłada to, co ma do uiszczenia państwu.

Wskutek tych ogólnych uwag ich konkretne sprawy nie zostały wstrzymane, ale raczej przyśpieszone. Gdy już prawie z nimi skończyli, Lothar rzekł do Wilhelma:

— Muszę teraz pana wysłać w pewne miejsce, gdzie jesteś potrzebniejszy niż tutaj; moja siostra prosi pana, byś przybył do niej jak najprędzej; biedna Mignon upada, jak się zdaje, na siłach i sądzą, że pańska obecność może zdołałaby powstrzymać chorobę. Siostra przekazała mi ten bilet, z którego możesz się przekonać, jak jej na tym zależy.

Lothar podał mu liścik. Wilhelm, przysłuchujący się z największym zakłopotaniem, w tych pospiesznych kreskach ołówkiem poznał od razu rękę hrabiny i nie wiedział, co odrzec.

— Weź pan ze sobą Feliksa — powiedział Lothar — niech się dzieci nawzajem rozweselą. Trzeba by panu wyjechać jutro bardzo wcześnie; powóz mojej siostry, którym przyjechali moi ludzie, jest jeszcze tutaj; daję panu konie do pół drogi, potem weźmiesz pan pocztę. Bywaj pan zdrów i złóż ode mnie mnóstwo pozdrowień. Powiedz przy tym mojej siostrze, że niebawem znów ją odwiedzę i powinna się w ogóle przygotować na przyjęcie kilku gości. Przyjaciel naszego stryjecznego dziadka, margrabia Cipriani, jest właśnie w drodze i przybędzie tutaj; spodziewał się zastać starca jeszcze przy życiu; mieli się wzajem zabawić wspomnieniami o dawniejszych stosunkach i nacieszyć się wspólnym zamiłowaniem sztuki. Margrabia był znacznie młodszy od mego dziadka i zawdzięczał mu najlepszą część swego wykształcenia; musimy użyć wszystkiego, ażeby w pewnej mierze zapełnić brak, jaki znajdzie, a najlepiej da się to zrobić przez większe zebranie towarzyskie.

Lothar odszedł następnie z księdzem do swego pokoju; Jarno odjechał przedtem jeszcze; Wilhelm pośpieszył do swego pokoju; nie miał nikogo, komu mógł by się zwierzyć, nikogo, kto by go chciał wyręczyć w zrobieniu kroku, którego lękał się tak bardzo. Przyszedł lokajczyk i zachęcał do spakowania się, gdyż jeszcze tej samej nocy chcieli przywiązać pakunek, aby o świcie wyjechać. Wilhelm nie wiedział, co ma zrobić, w końcu zawołał:

— Bylebyś się tylko wydostał z tego domu; w drodze rozważysz, co czynić, a co najwyżej zatrzymasz się w połowie drogi, wyślesz posłańca, napiszesz, czego nie śmiesz wypowiedzieć, a wtenczas niech się dzieje, co chce.

Pomimo takiego postanowienia przepędził bezsenną noc; tylko spojrzenie na tak pięknie spoczywającego Feliksa dodało mu nieco otuchy.