— O — zawołał — kto wie, jakie jeszcze próby mnie czekają, kto wie, jak mocno jeszcze dręczą mnie popełnione błędy, jak często mają mi się nie powieść dobre i rozumne plany na przyszłość, ale ten skarb, który już posiadam, zachowaj mi, o ty litościwy lub nieubłagany losie! Gdyby ta najlepsza cząstka mnie samego miała być zniszczona przede mną, gdyby to serce miało być oderwane od mojego serc, to bywaj zdrów, rozsądku i rozumie, bywaj zdrowa, wszelka troskliwości i przezorności, zniknij, instynkcie zachowawczy! Wszystko, co odróżnia nas od zwierzęcia, niech przepada, a jeżeli nie wolno smutnych dni swoich kończyć dobrowolnie, to niech rychłe obłąkanie odejmie świadomość, zanim śmierć, która ją na zawsze usunie, długą noc sprowadzi.
Wziął chłopca w ramiona, pocałował go, przytulił i oblał go obfitymi łzami. Dziecko obudziło się; jego jasne oko, przyjazne spojrzenie wzruszyło ojca do głębi.
— Jakaż czeka mnie scena — zawołał — jeżeli cię przedstawię pięknej, nieszczęśliwej hrabinie, jeżeli cię przyciśnie do piersi, którą ojciec twój zranił tak głęboko! Czyż nie powinienem się obawiać, że ona znowu cię od siebie odepchnie z krzykiem, gdy tylko twoje dotknięcie odnowi jej ból prawdziwy czy wyimaginowany!
Woźnica nie dał mu czasu na dalsze rozmyślania ani wybór; zmusił go przede dniem wsiąść do powozu; obwinął tedy dobrze swego Feliksa; poranek był zimny, ale pogodny; dziecko po raz pierwszy w życiu widziało wschód słońca. Jego zdziwienie z powodu pierwszego ognistego błysku i rosnącej potęgi światła, jego radość i zabawne uwagi rozweseliły ojca i pozwoliły mu zajrzeć w serce, przed którym słońce wstaje i unosi się jak nad czystym, spokojnym jeziorem.
W małym miasteczku woźnica wyprzągł i odjechał. Wilhelm zajął zaraz objął w posiadanie pokój i zastanawiał się, czy ma pozostać czy iść dalej. W tym niezdecydowaniu odważył się znowu wyjąć liścik, którego do tej pory nie śmiał ponownie obejrzeć; zawierał on następujące wyrazy:
Przyślij mi czym prędzej swego młodego przyjaciela; Mignon przez ostatnie dwa dni pogorszyło się. Chociaż to smutna okazja, ucieszy mnie, iż się z nim poznam.
Ostatnich słów przy pierwszym przeglądaniu Wilhelm nie spostrzegł. Przeraził się nimi i zaraz postanowił nie jechać dalej.
— Jak to? — wołał. — Lothar, który zna całą sprawę, nie wyjaśnił jej, kim jestem? Ona nie oczekuje z uspokojonym sercem znajomego, którego może wolała by nie widzieć, ona oczekuje obcego, a ja mam się pojawić! Widzę, jak się wzdryga, cofa, widzę, jak się rumieni! Nie, niepodobna mi wystawiać się na taką scenę.
Wtedy właśnie wyprowadzono i zaprzęgnięto konie; Wilhelm był zdecydowany odebrać rzeczy i pozostać na miejscu. Znajdował się w największym wzburzeniu. Kiedy usłyszał, jak dziewczyna wchodzi na górę, by mu oznajmić, że wszystko gotowe, zaczął czym prędzej myśleć nad znalezieniem powodu, dla którego powinien tu zostać, a jego błądzący wzrok spoczął na bilecie, który trzymał w dłoni.
— Na miłość boską! — zawołał. — Co to jest? To nie ręka hrabiny, to ręka amazonki!