Weszła dziewczyna, poprosiła, żeby zszedł na dół, i zabrała ze sobą Feliksa.

— Czyż to podobna? — wołał. — Czy to prawda? Co mam zrobić? Zostać, czekać i szukać wyjaśnienia? Czy podążyć? podążyć i narazić się na dalsze rozwikłanie? Jesteś w drodze do niej i możesz się ociągać? Dziś wieczór masz ją zobaczyć i chcesz dobrowolnie zamknąć się w więzieniu? To jej ręka, tak, to jej! Ręka ta cię wzywa, jej powóz jest zaprzężony, by cię zawieźć do niej; teraz zagadka została rozwiązana. Lothar ma dwie siostry. Zna mój stosunek do jednej; ile zawdzięczam drugiej, tego mu nie wiadomo. A i ona też nie wie, że ranny włóczęga, który jej zawdzięcza jeżeli nie życie, to zdrowie, został z tak niezasłużoną życzliwością przyjęty w domu jej brata.

Feliks, który huśtał się w powozie na dole, zawołał:

— Ojcze, chodź! O, chodź, popatrz na piękne chmury, na piękne barwy!

— Tak, już idę — odrzekł Wilhelm, zeskakując ze schodów — wszystkie zjawiska niebieskie, które ty, kochane dziecię, tak mocno jeszcze podziwiasz, niczym są wobec widoku, na który oczekuję.

Siedząc w powozie, przywoływał sobie na pamięć wszystkie swoje stosunki.

— A więc i ta Natalia jest przyjaciółką Teresy! Co za nadzieja i co za widoki! Jakie to dziwne, że obawa przed usłyszeniem rozmowy o jednej siostrze mogła zupełnie i całkowicie ukryć przede mną istnienie drugiej!

Z jakąż radością patrzył na swego Feliksa; spodziewał się zarówno dla chłopca, jak i dla siebie najlepszego przyjęcia.

Nadszedł wieczór, słońce zaszło, droga nie była najlepsza, pocztylion jechał powoli; Feliks zasnął, a nowe troski i wątpliwości powstały w piersi naszego przyjaciela.

— Jakiż to obłęd, jakież to mrzonki cię opanowały! — rzekł sam do siebie — niejakie podobieństwo pisma daje ci nagle pewność i sposobność do wymyślenia najdziwaczniejszej baśni.