— Czyż to podobna — odparł Wilhelm po chwilowym namyśle, kiedy na raz tyle różnorodnych okoliczności ukazało mu się w związku ze sobą — czyż to podobna, żeby owa piękna, szlachetna dusza, której ciche zwierzenia i mnie także zostały udzielone, była pani ciotką?
— Czytałeś pan ten zeszyt? — spytała Natalia.
— Tak jest i to z największym zrozumieniem i nie bez wpływu na całe me życie — odrzekł Wilhelm. — Co zajaśniało mi największym światłem z tego pisma, to, że tak powiem, czystość istnienia nie tylko jej samej, ale wszystkiego, co ją otaczało, ta samodzielność jej natury i ta niemożność wchłonięcia czegoś, co nie harmonizowało z jej szlachetnym, pełnym miłości nastrojem.
— To jesteś pan — odparła Natalia — łaskawszy, a raczej powinnam powiedzieć: sprawiedliwszy względem tej pięknej natury niż niektórzy inni, którym dawano ten rękopis. Każdy wykształcony człowiek wie, jak mocno musi walczyć w sobie i w innych z pewną dzikością, jak wiele kosztuje go własne wykształcenie i jak dalece mimo to w pewnych wypadkach myśli tylko o sobie, zapominając, co winien innym. Jak często uczciwy człowiek robi sobie wyrzuty, że postępował nie dosyć delikatnie; a przecież, jeśli jakaś piękna natura wykształci się na zanadto delikatną, na zanadto sumienną, jeśli w tym ukształceniu popadnie, dajmy na to w przesadę, to dla takiej, zdaje się, nie ma w świecie ani tolerancji, ani wyrozumiałości. A jednak ludzie tego rodzaju są na zewnątrz nas tym, czym są ideały w naszym wnętrzu: wzorami, nie do naśladowania, ale do podążania za nimi. Śmieją się ze schludności Holenderek, ale czy przyjaciółka Teresa byłaby tym, czym jest, gdyby nią w sprawach gospodarskich nie kierowała podobna myśl?
— A więc w przyjaciółce Teresy — zawołał Wilhelm — znajduję przed sobą tę Natalię, która od młodości tak była rozumiejąca, tak przyjazna, tak pomocna! Tylko z takiego rodu mogła powstać taka natura. Co za widok otwiera się przede mną, kiedy naraz obejmuję okiem przodków pani i całe to koło, do którego pani należysz.
— Tak — odparła Natalia — w pewnym względzie nie mogłeś pan być o nas powiadomiony lepiej niż za pośrednictwem opisu naszej ciotki; oczywiście jej przywiązanie do mnie kazało jej powiedzieć za dużo dobrego o dziecku. Kiedy się mówi o dziecku, nigdy nie ma się na myśli samego przedmiotu, ale nadzieje przezeń budzone.
Wilhelm szybko tymczasem doszedł do wniosku, że wie o pochodzeniu Lothara i latach jego pierwszej młodości; piękna hrabina ukazała mu się jako dziecko z perłami swej ciotki na szyi; toż i on tak blisko był tych pereł, kiedy jej delikatne, małe wargi skłoniły się ku jego ustom; te piękne wspomnienia starał się oddalić za pomocą innych myśli. Przebiegł w duchu znajomych, których nastręczył mu ów rękopis.
— Więc jestem — zawołał — w domu czcigodnego stryja! To nie dom, to świątynia, a pani jesteś dostojną kapłanką, co więcej, samym duchem opiekuńczym; póki życia pamiętać będę wrażenie wczorajszego wieczoru, kiedy wszedłem do wnętrza, a przede mną znów stanęły stare dzieła sztuki z najwcześniejszej młodości. Przypomniałem sobie litościwe posągi marmurowe z pieśni Mignon, lecz te wizerunki nie potrzebowały mnie żałować; patrzyły na mnie z wyniosłą powagą i łączyły moje najdawniejsze lata bezpośrednio z tą chwilą. Ten nasz stary skarb rodzinny, to uprzyjemnienie życia mojego dziadka, odnajduję tutaj, wystawiony pośród wielu innych cennych dzieł sztuki, a siebie, którego natura uczyniła ulubieńcem tego dobrego starca, siebie niegodnego, także tutaj znajduję, o Boże! w jakich stosunkach, w jakim towarzystwie!
Młodzież żeńska powoli opuściła pokój, idąc do swym drobnych zajęć. Wilhelm, zostawszy sam z Natalią, musiał jej dokładniej wyjaśnić ostatnie swoje słowa. Odkrycie, że cenna część wystawionych tu dzieł sztuki należała niegdyś do jego dziadka, obudziło pogodny towarzyski nastrój. Jak przez rękopis zaznajomił się z tym domem, tak znowu teraz znalazł się jakby w swojej dziedzicznej cząstce.
Potem pragnął ujrzeć Mignon; przyjaciółka prosiła go, żeby się z tym wstrzymał do chwili, kiedy powróci lekarz, którego wezwano do sąsiedztwa. Łatwo się domyślić, że to był ten sam niski, aktywny człowiek, którego już znamy i o którym wspominały także Zwierzenia pięknej duszy.