— Ponieważ znajduję się — mówił dalej Wilhelm — w tym gronie rodzinnym, to i ksiądz, o którym wspomina to pismo, jest zapewne tym dziwnym, niepojętym człowiekiem, którego zastałem po najdziwniejszych wydarzeniach w domu pani brata? Możesz mi pani udzielić o nim jakichś dokładniejszych objaśnień?
— Byłoby o nim wiele do opowiedzenia — odparła Natalia. — Najlepiej wiem o wpływie, jaki miał na nasze wychowanie. Był przekonany, przynajmniej przez jakiś czas, że wychowanie powinno się opierać tylko na przywiązaniu; jak myśli obecnie, nie mogę powiedzieć. Twierdził, że pierwszą i ostatnią rzeczą w człowieku jest aktywność i niczego nie można zrobić bez chęci do działania, bez instynktu, który nas do tego popycha. „Przyznaje się — zwykł mawiać — że poeci się rodzą, przyznaje się to co do wszystkich sztuk, ponieważ trzeba i ponieważ owe działania natury ludzkiej zaledwie pozornie mogą być wynikiem małpiego naśladownictwa, ale jeżeli się przyjrzymy temu dokładniej, to zobaczymy, że każda, nawet najmniejsza zdolność jest nam wrodzona i że nie ma wcale zdolności nieokreślonej. Tylko nasze dwuznaczne, rozproszone wychowanie czyni człowieka niepewnym; budzi pragnienia zamiast ożywiać popędy, a zamiast dopomagać rzeczywistym uzdolnieniom zwraca wysiłki ku przedmiotom, które tak często są sprzeczne z naturą, która stara się ją ku nim skierować. Dziecko, młodzieniec, którzy błąkają się na swej własnej drodze, są dla mnie milsi niż niejeden, który na obcej drodze idzie prosto. Kiedy tamci czy to sami przez się, czy wskutek wskazówki znajdą drogę prawdziwą, to jest tę, która jest stosowna ich do natury, to już nigdy jej nie opuszczą, a tymczasem ci co chwila są w niebezpieczeństwie zrzucenia obcego jarzma i oddania się nieograniczonej wolności.
— To szczególne — powiedział Wilhelm — że ten osobliwy człowiek i mną także się zainteresował i, jak się zdaje, na swój sposób, jeżeli nie pokierował, to przynajmniej utwierdził mnie na jakiś czas w moich błędach. Jak się on kiedyś wytłumaczy z tego, że razem z kilkoma innymi drwił sobie niejako ze mnie, muszę na to poczekać cierpliwie.
— Co do mnie — odrzekła Natalia — nie potrzebuję się skarżyć na tę mrzonkę, jeżeli to mrzonka, gdyż spomiędzy mojego rodzeństwa najlepiej na niej wyszłam. Nie widzę też, żeby mój brat Lothar mógł być piękniej wykształcony; może tylko moja dobra siostra, hrabina, powinna była być inaczej traktowana, może w jej naturę można by było wlać więcej powagi i siły. Co będzie z brata Fryderyka, pomyśleć się nie da; lękam się, żeby nie został ofiarą tych prób pedagogicznych.
— Pani masz jeszcze jednego brata? — zawołał Wilhelm.
— Tak jest — odparła Natalia. — To bardzo wesoła, płocha natura, a ponieważ nie powstrzymano go od bujania po świecie, to nie wiem, co wyrośnie z tej roztrzepanej, lekkomyślnej istoty. Od dawna go już nie widziałam. To mnie jedno uspokaja, że ksiądz i w ogóle towarzystwo mego brata w każdej chwili jest powiadomione, gdzie się on znajduje i co porabia.
Wilhelm zamierzał właśnie zarówno zbadać myśli Natalii co do tych paradoksów, jak też poprosić ją o objaśnienia na temat tajemniczego towarzystwa, kiedy wszedł lekarz i po przywitaniu zaraz zaczął mówić o stanie Mignon.
Natalia, wziąwszy za rękę lekarza, oświadczyła, że zaprowadzi go do Mignon i przygotuje dziewczynkę na pojawienie się jej przyjaciela.
Lekarz został tedy sam z Wilhelmem i mówił dalej:
— Mam panu do opowiedzenia inne rzeczy, których się pan ani domyślasz. Natalia daje nam wolne pole, byśmy mogli mówić swobodniej o sprawach, o których, chociaż mogłem je poznać tylko przez nią samą, niepodobna byłoby mówić tak swobodnie w jej obecności. Szczególna natura tego dobrego dziecka, o którym teraz mowa, polega prawie wyłącznie na głębokiej tęsknocie; pragnienie ujrzenia znowu swojej ojczyzny i tęsknota za tobą, mój przyjacielu, jest, że tak powiem, jedynym u niej uczuciem ziemskim, to i tamto ciągnie się w nieskończoną dal, obydwa przedmioty stoją przed tym wyjątkowym umysłem jako niedościgle. Pochodzi ona pewnie z okolic Mediolanu i w bardzo wczesnej młodości została uprowadzona od rodziców przez jakieś towarzystwo linoskoczków. Czegoś dokładniejszego nie można się od niej dowiedzieć, częściowo dlatego, że była za młoda, by móc ściśle podać miejsce i nazwy, szczególnie zaś dlatego, że złożyła przysięgę, iż żadnemu człowiekowi nie określi dokładniej swego mieszkania i pochodzenia. Właśnie bowiem ci ludzie, którzy znaleźli ją zbłąkaną i którym tak dokładnie opisała swoje mieszkanie z tak usilnymi prośbami, by ją odprowadzili do domu, tym pośpieszniej zabrali ją ze sobą i nocą w oberży, myśląc, że dziecko już zasnęło, żartowali sobie z dobrego połowu i zapewniali, że nigdy nie odnajdzie drogi powrotnej. Wtedy opanowała biedne stworzenie straszliwa rozpacz, w której ukazała mu się w końcu Matka Boża i zapewniła je, że się nim zaopiekuje. Złożyło więc przed sobą świętą przysięgę, że już nigdy nikomu nie zaufa, nikomu nie opowie swojej historii i będzie żyć i umierać jedynie w nadziei bezpośredniej pomocy boskiej. I tego nawet, co ja tu panu opowiadam, nie wyznała Natalii wyraźnie; nasza zacna przyjaciółka zestawiła to z oderwanych wyrażeń, z pieśni i dziecięcej nieopatrzności, która to właśnie zdradza, co pragnie przemilczeć.