Tak sobie wyobrażam człowieka, który mi obecnie ofiaruje rękę. Jak on myśli o sobie, dowiesz się kiedyś z papierów, w których się sam przede mną opisuje całkiem otwarcie; jestem przekonana, że będę z nim szczęśliwa.
*
Co się tyczy stanu, wiesz przecież, co o tym już od dawna myślę. Niektórzy ludzie straszliwie odczuwają niewłaściwe stosunki względów zewnętrznych i nie mogą ich znieść. Nikogo nie chcę przekonywać, ale też pragnę działać według swego przekonania. Nie sądzę, żebym dawała przykład, a postępuję przecież nie bez przykładu. Mnie trwożą jedynie niewłaściwe stosunki wewnętrzne, naczynie niezdatne do tego, co ma w sobie zawierać; wiele przepychu, a mało przyjemności, bogactwo i sknerstwo, szlachectwo i grubiaństwo, młodość i pedantyzm, potrzeba i ceremonie: takie to stosunki mogłyby mnie zmiażdżyć, mniejsza o to, jak je sobie świat stempluje i ceni.
*
Jeżeli mam nadzieję, że będziemy do siebie pasować, opieram to zdanie głównie na tym, że jest on tak bardzo podobny do Ciebie, droga Natalio, do Ciebie, którą niezmiernie cenię i szanuję. Co więcej, od Ciebie ma on to szlachetne poszukiwanie i dążenie do czegoś lepszego, przez co sami wytwarzamy dobro, które sądzimy, że znajdujemy. Ileż to razy ganiłam Cię po cichu, że inaczej obchodziłaś się z tym czy owym człowiekiem, że w tym czy owym wypadku inaczej postąpiłaś, niżbym ja to zrobiła; a jednak wynik pokazywał zazwyczaj, że miałaś słuszność. „Jeżeli — mówiłaś — bierzemy ludzi takimi tylko, jak są, to robimy ich gorszymi; jeżeli zaś traktujemy ich tak, jakby tym byli, czym być powinni, to ich posuwamy tam, dokąd mogą zostać posunięci”. Ja nie mogę ani tak patrzeć, ani tak działać; wiem o tym dobrze. Rozwaga, porządek, karność, rozkaz — to moja rzecz. Pamiętam doskonale, co powiedział Jarno: „Teresa tresuje swoich wychowanków, Natalia kształci ich”. Ba, zapędził się nawet tak daleko, że razu pewnego odmówił mi całkowicie trzech pięknych cnót: wiary, miłości i nadziei. „Zamiast wiary — powiedział — ma rozwagę, zamiast miłości wytrwałość, a zamiast nadziei zaufanie”. Muszę ci też wyznać, że zanim Ciebie poznałam, nie znałam nic ważniejszego w świecie niż jasność i roztropność; dopiero Twoja obecność przekonała mnie, ożywiła, zwyciężyła, Twojej też pięknej, wzniosłej duszy chętnie ustępuję pierwszeństwa. I mego przyjaciela też poważam w tym samym duchu; opis jego życia to wieczne szukanie i nieznajdowanie, ale nie puste bynajmniej szukanie, lecz dziwne, dobroduszne szukanie obsypuje go darami; jemu się zdaje, że można mu dać to, co wyjść może jedynie od niego. I tak, moja droga, i tym razem moja jasność nic mi nie szkodzi, znam swego małżonka lepiej niż on sam siebie i szanuję go tym bardziej. Widzę go, ale go nie przenikam wzrokiem, a cała moja rozwaga nie starczy na to, by się domyślić, co on może zdziałać. Kiedy o nim myślę, obraz jego zawsze spływa się z Twoim i nie wiem, jakim sposobem zasłużyłam na to, by należeć do takich dwojga ludzi. Ale chcę na to zasłużyć tym, że spełnię swój obowiązek, tym, że dokonam, czego można ode mnie oczekiwać i po mnie się spodziewać.
*
Czy wspominam Lothara? Żywo i codziennie. Bez niego w tym towarzystwie, jakie mnie w duchu otacza, nie mogę się obejść ani na chwilę. O, jakże ubolewam nad tym zacnym człowiekiem, że przez błąd młodości spokrewnił się ze mną, że natura chciała go mieć tak bliskim Ciebie. Doprawdy, istota taka jak Ty byłaby jego godniejsza ode mnie. Tobie bym mogła, Tobie bym musiała go odstąpić. Bądźmy dla niego tym, czym tylko możemy być, póki nie znajdzie stosownej małżonki, a wtedy jeszcze bądźmy razem i pozostańmy razem.
— Ale co też powiedzą nasi przyjaciele? — zaczęła Natalia.
— Brat pani nic o tym nie wie?
— Nie. Tak samo jak i pańscy krewni; sprawa tym razem toczyła się tylko pomiędzy nami kobietami. Nie wiem, jakimi mrzonkami Lidia nabiła głowę Teresie; zdaje się nie ufać księdzu i Jarnie. Lidia obudziła w niej co najmniej niejakie podejrzenie przeciwko pewnym tajemnym związkom i planom, o których wiem wprawdzie coś ogólnie, ale których nigdy nie zamierzałem badać; toteż w tym stanowczym kroku swego życia nie chciała pozwolić nikomu prócz mnie na wywieranie na nią wpływu. Z moim bratem umówiła się już dawniej, iż o swoich małżeństwach będą się wzajemnie zawiadamiać, ale się nie naradzać.