Natalia skinęła na Teresę. Ta wzięła swego przyjaciela za rękę i wyprowadziła z pokoju. Milczał, nie mógł wydobyć głosu i nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy. Tak siedział przy niej na kanapie, na której zastał poprzednio Natalię. Z wielką szybkością przebiegł w myśli szereg zdarzeń, a raczej nie myślał, tylko pozwolił działać na swą duszę temu, czego nie mógł oddalić. Są w życiu chwile, w których wypadki na podobieństwo skrzydlatych czółenek tkackich przelatują przed nami w tę i z powrotem i niepowstrzymanie wykończają tkaninę, którą mniej więcej sami wyprzędliśmy i założyliśmy.

— Przyjacielu mój, ukochany mój! — mówiła Teresa, przerywając milczenie i biorąc go za rękę — trzymajmy się tę chwilę razem, jak to nieraz może będziemy czynić w podobnych przypadkach, które aby znieść, trzeba być na świecie we dwoje. Pomyśl, mój przyjacielu, odczuj, że nie jesteś sam, okaż, iż kochasz swoją Teresę, tym naprzód, iż się jej zwierzysz ze swych cierpień!

Objęła go i łagodnie przycisnęła do łona; on ujął ją w ramiona i mocno przytulał do siebie.

— Biedne dziecko — zawołał — w chwilach smutnych szukało opieki i ucieczki na mej niepewnej piersi; niechże pewność twojej wyjdzie mi na dobre w tej strasznej godzinie.

Pozostali w silnym uścisku. Czuł jej serce bijące na jego łonie, ale w jego duchu była pustka i próżnia; tylko obrazy Mignon i Natalii unosiły się jak cienie przed jego wyobraźnią.

Weszła Natalia.

— Daj nam swoje błogosławieństwo — zawołała Teresa — niech w tej smutnej chwili zostaniemy połączeni wobec ciebie.

Wilhelm ukrył twarz na szyi Teresy; był tak szczęśliwy, że mógł płakać. Nie słyszał, jak weszła Natalia, nie widział jej, ale na dźwięk jej głosu łzy popłynęły mu podwójnie.

— Co Bóg łączy, tego ja rozdzielać nie chcę — rzekła Natalia z uśmiechem — ale łączyć was nie mogę i nie mogę pochwalić tego, że ból i skłonność zdają się zupełnie wymazywać z waszych serc pamięć o moim bracie.

Na te słowa Wilhelm wyrwał się z objęć Teresy.