— Dokądże pan? — zawołały obie kobiety.

— Pozwólcie mi zobaczyć dziecię, które zabiłem! — zawołał. — Nieszczęście, które oglądamy oczyma, jest mniejsze, niż kiedy wyobraźnia odciska je gwałtownie w naszym sercu. Chodźmy zobaczyć zmarłego anioła. Jego pogodna twarz powie nam, że mu dobrze!

Przyjaciółki, nie mogąc powstrzymać wzruszonego młodzieńca, poszły za nim, ale poczciwy lekarz, który podszedł do nich wraz z chirurgiem, powstrzymał je od zbliżenia się do zgasłej, mówiąc:

— Niech panie trzymają się z dala od tego smutnego przedmiotu i pozwólcie mi, abym zwłokom tej dziwnej istoty nadał pewną trwałość, o ile moja sztuka na to pozwoli. Chcę zaraz zastosować do tego ukochanego stworzenia piękną sztukę nie tylko balsamowania ciała, ale i utrzymania wyglądu żywej istoty. Przewidziałem jej śmierć i porobiłem wszystkie przygotowania i wraz z tym oto pomocnikiem powinno mi się z pewnością udać. Zostawcie mi tylko jeszcze kilka dni i nie pragnijcie widzieć lubego dziecka wcześniej, zanim go nie zaniesiemy do sali przeszłości.

Młody chirurg miał znowu w rękach tę zastanawiającą torbę z narzędziami.

— Od kogo on może ją mieć? — zapytał Wilhelm lekarza.

— Znam ją bardzo dobrze — odrzekła Natalia — ma ją od swego ojca, który wówczas w lesie przewiązywał panu rany.

— O, więc się nie myliłem — zawołał Wilhelm — od razu poznałem taśmę! Odstąp mi ją pan! Ona mnie naprzód naprowadziła na ślad mojej dobrodziejki. Ileż to doli i niedoli może przetrwać taka nieżyjąca istota! Przy iluż to już bólach była obecna ta taśma, a jednak jej nici się nie porwały! Iluż to ludziom towarzyszyła już w ich ostatniej chwili, a jednak jej barwy nie zblakły! Była przy mnie w jednej z najpiękniejszych chwil mego życia, gdy leżałem na ziemi raniony, a twoja postać, pani, śpiesząca z pomocą, ukazała się przede mną, dziecię zaś, którego przedwczesny zgon teraz opłakujemy, z okrwawionymi włosami, z najczulszą troskliwością zabiegało o moje życie.

Przyjaciele mieli niewiele czasu na rozmowę o tym smutnym zdarzeniu i objaśnienie pannie Teresie sprawy dziecka i prawdopodobnej przyczyny jego niespodzianego zgonu, gdyż oznajmiono obcych, którzy, gdy się pojawili, wcale nie byli obcy. Weszli Lothar, Jarno i ksiądz. Natalia podeszła do brata; wśród pozostałych zapanowała chwilowa cisza. Teresa, uśmiechając się, rzekła do Lothara:

— Nie przypuszczałeś pan pewnie, że mnie tu zastaniesz; przynajmniej nie jest to bardzo stosowne, byśmy się w tej chwili poszukiwali; tymczasem po tak długim niewidzeniu witam pana serdecznie.