— Zgadłaś, piękna i mądra siostro — zawołał ktoś z pobliskich zarośli, a równocześnie wyszedł miły, wesoły młodzieniec.
Wilhelm ledwie się mógł powstrzymać od okrzyku.
— Jak to? — zawołał. — Nasz blondyn-łotrzyk i tu mi się jeszcze musi ukazać?
Fryderyk zastanowił się, popatrzył na Wilhelma i zawołał:
— Doprawdy, mniej byłbym zdziwiony, gdybym przesławne piramidy, które stoją przecież tak mocno w Egipcie, albo pomnik króla Mauzolosa154, nieistniejący już, jak mnie zapewniano, spotkał tu w ogrodzie mego stryja niż pana, mego starego przyjaciela i wielokrotnego dobroczyńcę. Witam pana w szczególny i jak najserdeczniejszy sposób!
Powitawszy i wycałowawszy wszystkich wokoło, poskoczył znów do Wilhelma, wołając:
— Ochraniajcież mi go, tego bohatera, wodza i filozofa dramatycznego! Przy pierwszym naszym zaznajomieniu się źle go, ba, muszę powiedzieć, potraktowałem, a jednak oszczędził mi potem porządnej porcji cięgów. Wspaniałomyślny jest jak Scypion155, hojny jak Aleksander156, przy sposobności zakochany nawet, bez nienawiści zresztą dla swych rywali. Nie tylko wrogom swoim stołka nie przystawia, co, jak powiadają, ma być nieszczególną przysługą, jaką można komuś okazać, lecz przeciwnie, za przyjaciółmi, którzy mu jego dziewczynę uwodzą, posyła dobrych i wiernych służących, ażeby owi nogi o kamień nie urazili.
W tym tonie gadał wciąż bez ustanku, tak że mu nikt przerwać nie zdołał; a ponieważ nikt mu w tym rodzaju odpowiedzieć nie umiał, pozostał przy słowie niemal sam jeden.
— Nie dziwcie się — zawołał — mojemu wielkiemu oczytaniu w pisarzach duchownych i świeckich; dowiecie się, w jaki sposób zdobyłem tę wiedzę.
Chciano go wybadać, jak mu się powodzi, skąd przybywa, ale on spośród maksym moralnych i dziejów starożytnych nie mógł dojść do wyraźnego wyjaśnienia.