Pewnego razu Natalia, Jarno i Wilhelm siedzieli razem, a Natalia zaczęła:
— Zamyślony jesteś, panie Jarno; spostrzegłam to już od jakiegoś czasu.
— Tak jest — odparł przyjaciel — i widzę przed sobą ważną sprawę, którą przygotowywaliśmy od dawna, a teraz z konieczności musi być rozpoczęta. Wiesz już pani coś o niej w ogólności, a powinienem też mówić o tym wobec naszego młodego przyjaciela, gdyż od niego będzie zależeć, czy zechce wziąć w niej udział. Niebawem już mnie pani nie zobaczy, gdyż zamierzam pojechać do Ameryki.
— Do Ameryki? — odparł Wilhelm z uśmiechem. — Takiej przygody nie spodziewałem się po panu, a tym mniej, żebyś mnie wybrał pan sobie na towarzysza podróży.
— Kiedy pan poznasz nasz plan w całości — odrzekł Jarno — nadasz mu lepszą nazwę, a może się nim zainteresujesz. Posłuchaj mnie pan! Wystarczy choć trochę znać sprawy światowe, aby zauważyć, że grożą nam wielkie zmiany i że posiadłości prawie nigdzie nie są już rzetelnie bezpieczne.
— Nie mam naprawdę jasnego pojęcia o sprawach światowych — przerwał Wilhelm — a dopiero od niedawna zacząłem się kłopotać o swe posiadłości. Może by lepiej było, żebym wybił sobie je z głowy jeszcze na dłużej, ponieważ muszę zauważyć, że troska o nie tworzy hipochondryków.
— Wysłuchaj mnie pan — rzekł Jarno. — Troska przystoi starości, ażeby młodość przez jakiś czas mogła być beztroska. Równowaga w działaniach ludzkich może być przywrócona jedynie za pomocą przeciwieństw. Obecnie nie jest bynajmniej rzeczą roztropną mieć własność w jednej tylko okolicy, powierzać swe dobro jednemu tylko miejscu, a znowu trudno rozciągać nad nim nadzór w wielu miejscowościach; z tego powodu wymyśliliśmy sobie co innego; z naszej starej wieży ma wyjść stowarzyszenie, które może się rozprzestrzenić po wszystkich częściach świata, do którego można wstępować z każdej części świata. Ubezpieczamy sobie wzajemnie swoje istnienie na wypadek, gdyby przewrót polityczny całkiem pozbawił tego czy tamtego jego własności. Ja tedy wyjeżdżam do Ameryki, żeby skorzystać z dobrych stosunków, jakie tam wyrobił sobie nasz przyjaciel podczas swego pobytu. Ksiądz chce pojechać do Rosji; pan zaś, jeśli zechcesz się do nas przyłączyć, będziesz miał do wyboru: albo pomagać Lotharowi w Niemczech, albo udać się wraz ze mną. Sądziłbym, że powinien pan wybrać to drugie, gdyż odbyć wielką podróż jest rzeczą dla młodzieńca nadzwyczaj korzystną.
Wilhelm skupił się i odpowiedział:
— Propozycja zasługuje na dokładne zastanowienie; moim hasłem bowiem będzie niebawem: „Im dalej odejdziesz, tym lepiej”. Zapoznasz mnie pan, spodziewam się, bardziej szczegółowo z swoim planem. Może to wynika z mojej nieznajomości świata, ale zdaje mi się, że takiemu związkowi staną na drodze nieprzezwyciężone trudności.
— Większość z nich zostanie usunięta tylko tym sposobem — odparł Jarno — bo dotychczas jest nas mało, takich uczciwych, zręcznych i zdecydowanych ludzi, którzy mają pewien zmysł ogólny, z którego jedynie powstać może zmysł stowarzyszania się.