Stopniowo przybywało tak wielu ludzi, że ledwie można było ich pomieścić w zamku i w oficynach, tym bardziej że z początku nie poczyniono przygotowań na przyjęcie tak licznych gości. Śniadano, obiadowano razem i chętnie wmawiano by sobie, że żyje się w przyjemnej zgodzie, gdyby już po cichu umysły do pewnego stopnia nie odskakiwały od siebie. Teresa czasami wyjeżdżała z Lotharem, a częściej jeszcze sama; poznała już w sąsiedztwie wszystkich gospodarzy i gospodynie; było to jej zasadą gospodarską i może miała słuszność, że trzeba być w najlepszych stosunkach z sąsiadami, wciąż utrzymując ustawiczną wymianę uprzejmości. Wydawało się, że nie ma mowy o jej związku z Lotharem; obie siostry miały sobie dużo do powiedzenia; ksiądz zdawał się szukać towarzystwa harfiarza; Jarno często naradzał się z lekarzem; Fryderyk trzymał się Wilhelma, a Feliks był wszędzie, gdzie mu szło dobrze. Tak więc zazwyczaj pary łączyły się na spacerze, kiedy towarzystwo się rozchodziło, a kiedy wypadło być razem, czym prędzej uciekano się do muzyki, aby wszystkich zjednoczyć, każdego powierzając samemu sobie.

Niespodziewanie hrabia powiększył towarzystwo, chcąc zabrać małżonkę i, jak się zdawało, uroczyście się pożegnać ze swymi światowymi krewnymi. Jarno wybiegł mu naprzeciw aż do powozu, a kiedy przybyły zapytał, jakie zastaje towarzystwo, odpowiedział mu w przystępie szalonego humoru, który zawsze go ogarniał, ilekroć widział hrabiego:

— Zastajesz pan szlachtę całego świata zebraną razem: markizów, margrabiów, milordów i baronów; brakło tylko jeszcze hrabiego.

Weszli potem na schody, a Wilhelm był pierwszą osobą, która spotkała ich w przedsionku.

— Milordzie — rzekł do niego hrabia po francusku, przyjrzawszy mu się przez chwilę — bardzo się cieszę z niespodzianego odnowienia znajomości z panem; chyba bardzo bym się mylił, jeśli nie widziałem pana w swoim zamku w orszaku królewicza.

— Miałem istotnie szczęście być wówczas do usług waszej ekscelencji — odparł Wilhelm. — Tylko za dużo mi pan okazujesz honoru, biorąc mnie za Anglika, i to pierwszej rzędu; jestem Niemcem i...

— I bardzo dzielnym młodzieńcem — przerwał mu natychmiast Jarno.

Hrabia spojrzał na Wilhelma z uśmiechem i miał właśnie coś odpowiedzieć, kiedy nadeszła reszta towarzystwa i przywitała go jak najprzyjaźniej. Usprawiedliwiano się, iż nie mogą mu od razu przeznaczyć przyzwoitego pokoju i obiecano bezzwłocznie postarać się o potrzebne pomieszczenie.

— Aha — rzekł, uśmiechając się — widzę, że list przewozowy pozostawiono przypadkowi; ileż to rzeczy można dokonać z przezornością i należytym urządzeniem! Ale teraz proszę was, nie ruszajcie z miejsca nawet pantofla, bo inaczej, przewiduję to, nastanie wielki nieporządek. Wszystkim będzie się żyło niewygodnie, a tak być z mego powodu nie powinno ani przez godzinę. Byłeś pan świadkiem — rzekł do Jarna — a i pan także, mister — zwracając się do Wilhelma — ile to wówczas ludzi pomieściłem wygodnie w swoim zamku. Proszę mi dać spis osób i sług, proszę mi pokazać, jak każdy teraz jest zakwaterowany; ja zrobię plan dyslokacji, żeby każdy z najmniejszym trudem znalazł stosowne mieszkanie i żeby zostało jeszcze miejsce dla gościa, który przypadkiem by do nas zawitał.

Jarno stał się zaraz adiutantem hrabiego, dostarczył mu wszystkich potrzebnych wiadomości i po swojemu cieszył się najwięcej wtedy, gdy starszego pana mógł wprowadzić w błąd. Ten jednak odniósł wkrótce wielki triumf. Rozkład był gotowy; kazał w swojej obecności powypisywać nazwiska na wszystkich drzwiach i nie można było zaprzeczyć, iż cel został w pełni osiągnięty małym zachodem i przy niewielkich zmianach. A Jarno między innymi pokierował tak, że osoby, które interesowały się sobą, zamieszkały razem.