— Kochany ojcze — zawołał Feliks — piłem nie z butelki, tylko ze szklanki; tak mi się chciało pić.
Augustyn załamał ręce, wołając:
— Zgubiony!
Przecisnął się przez otaczających i wybiegł.
Na stole znajdowała się szklanka orszady172, a obok karafka, w połowie pusta. Nadszedł lekarz, oznajmiono mu, co wiedziano; z przerażeniem ujrzał leżącą na stole pustą, dobrze sobie znaną flaszeczkę, w której znajdowało się niegdyś opium w płynie; kazał przynieść octu i wezwał na pomoc wszystkie środki swojej sztuki.
Natalia kazała zanieść chłopca do pokoju i troskliwie nim się zajęła. Ksiądz pobiegł poszukać Augustyna i uzyskać od niego wyjaśnienia. Podobnie nieszczęśliwy ojciec bezskutecznie próbował, a powróciwszy, ujrzał na wszystkich twarzach niepewność i troskę. Tymczasem lekarz zbadał orszadę w szklance i znalazł w niej bardzo silną przymieszkę opium. Dziecko leżało na pościeli i wyglądało na bardzo chore; prosiło ojca, żeby mu tylko nic już więcej nie wlewano, żeby go już nie dręczono. Lothar wysłał ludzi i sam pojechał, aby wpaść na ślad ucieczki Augustyna. Natalia siedziała przy dziecku; schroniło się na jej łono i błagało ją o opiekę, o kawałek cukru, bo ocet taki kwaśny! Lekarz zezwolił.
— Trzeba — rzekł — żeby dziecko, które znajduje się w straszliwym wzburzeniu, choć na chwilę poleżało spokojnie. Co było do zaradzenia, to się zaradziło, zrobię wszystko, co w mej mocy.
Hrabia zbliżył się z pewną jakby niechęcią; wyglądał poważnie, nawet uroczyście, położył ręce na dziecku, spojrzał w niebo i pozostał przez chwilę w tej postawie. Wilhelm, który siedział niepocieszony na krzesełku, poderwał się, rzucił rozpaczliwe spojrzenie na Natalię i wyszedł.
Wkrótce potem hrabia również opuścił pokój.
— Nie pojmuję — rzekł lekarz po chwili — dlaczego u dziecka nie widać najmniejszego śladu niebezpiecznego stanu. Nawet jednym łykiem musiało wchłonąć olbrzymią dozę opium, a przecież w jego pulsie nie znajduję większego przyśpieszenia niż to, jakie mogę przypisać moim środkom i strachowi, w jaki wprawiliśmy dziecko.