— Nie należy marnować ani chwili — rzekła — nie wiadomo, jak długo będzie się razem.

Chłopak, raczej uparty i niechętny niż niezręczny, brał się nie najlepiej do rzeczy, targał Wilhelma i nie zamierzał, jak się zdawało, uwinąć się prędko. Filina strofowała go parę razy za niegrzeczność, w końcu odepchnęła go niecierpliwie i odpędziła do drzwi. Potem sama się zabrała do dzieła i z wielką łatwością i powabem trefiła włosy naszego przyjaciela, chociaż także się nie śpieszyła i to raz, to drugi raz ganiła to i owo w swej pracy, nie mogąc uniknąć dotykania jego kolan swoimi i nachylania bukietu i piersi tak blisko jego ust, że niejednokrotnie doznawał pokusy, by wycisnąć na nich pocałunek.

Gdy Wilhelm oczyścił sobie skroń nożykiem, rzekła do niego:

— Weź pan to i pamiętaj przy tym o mnie.

Był to zgrabny nożyk; trzonek z wyrzynanej stali ukazywał przyjazne słowa: „Pamiętajcie o mnie”. Wilhelm włożył go do kieszeni, podziękował i prosił o pozwolenie odwzajemnienia się jej podarunkiem.

Wszyscy tedy byli już gotowi. Laertes sprowadził powóz i rozpoczęła się bardzo wesoła jazda. Filina rzucała coś niecoś każdemu ubogiemu, który ją prosił o jałmużnę, darząc go zarazem wesołym słowem.

Zaledwie przybyli do młyna i zamówili jedzenie, przed domem dała się słyszeć muzyka. Byli to górnicy, wyśpiewujący przy cytrze i metalowym trójkącie różne zgrabne piosenki żywymi i donośnymi głosami. Niebawem zbiegający się tłum zamknął się w koło, a nasze towarzystwo okazywało mu z okien swoje uznanie. Spostrzegłszy, że są słuchani z uwagą, rozszerzyli swe koło i zdawali się przygotowywać do swego najważniejszego kawałka.

Po pewnej przerwie wystąpił górnik z motyką i przedstawiał czynność wyrzucania ziemi, gdy inni grali poważną melodię. Wkrótce potem wyszedł z tłumu chłop i dał tamtemu, pantomimicznie grożąc, do zrozumienia, że powinien z tego miejsca odejść. Towarzystwo było tym zdziwione i wtedy dopiero poznało górnika przebranego za chłopa, gdy otworzył usta i na sposób recytatywu łajał tamtego, że śmiał się rządzić na cudzym gruncie. Tamten nie tracił wcale fantazji, ale zaczął dowodzić rolnikowi, że ma prawo pracować tutaj motyką, przy czym wyłożył mu pierwsze zasady górnictwa. Chłop, nie rozumiejąc cudzoziemskiej terminologii, zadawał różne niedorzeczne pytania, z czego widzowie, czując się mądrzejsi, śmiali się do rozpuku. Górnik starał go się nauczyć i wskazywał mu korzyści, które w końcu i na niego spłyną, gdy zostaną wydobyte podziemne bogactwa kraju. Chłop, grożący z początku kijami, powoli dał się ułagodzić; obaj rozstali się jako dobrzy przyjaciele; szczególnie wszakże górnik wyszedł ze sporu w sposób jak najzaszczytniejszy.

— Na tym małym dialogu — rzekł Wilhelm przy stole — mamy najdobitniejszy przykład, jak pożyteczny mógłby być teatr dla wszystkich stanów, ile by korzyści samo państwo mogło z niego wyciągnąć, gdyby na scenie wystawiano czynności, zajęcia i przedsięwzięcia ludzi z ich dobrej, pochwały godnej strony i z tego punktu widzenia, z którego samo państwo musi je szanować i ochraniać. Teraz przedstawiamy tylko śmieszną stronę ludzi; komediopisarz jest jakby szyderczym cenzorem, który wszędzie czujnym okiem wypatruje wad swych współobywateli i zdaje się wtedy tylko zadowolony, gdy może im przypiąć jakąś łatkę. Czyżby to nie było pracą przyjemną i stosowną dla męża stanu, żeby rozejrzał się w naturalnym wzajemnym wpływie wszystkich stanów i kierował pracami poety mającego wystarczająco humoru? Jestem przekonany, że tym sposobem można by wymyślić dużo sztuk bardzo zajmujących, a zarazem pożytecznych i wesołych.

— O ile mogłem zauważyć w swoich licznych wędrówkach — rzekł Laertes — to wszędzie umieją tylko zakazywać, przeszkadzać i zniechęcać, rzadko zaś nakazywać, pomagać i nagradzać. Pozwalają dziać się w świecie wszystkiemu, dopóki nie stanie się szkodliwe; wówczas gniewają się i biją.