— Dajcie mi pokój z państwem i mężami stanu — rzekła Filina — nie mogę ich sobie inaczej wyobrazić jak w perukach, a peruka, ktokolwiek ją nosi, wzbudza w moich palcach konwulsyjne ruchy; chciałabym ją zaraz zerwać z czcigodnego jegomości, poskakać wokół pokoju i wyśmiać łyska.
Kilkoma żywymi śpiewkami, które bardzo pięknie wykonała, Filina przecięła rozmowę i nagliła do spiesznego powrotu, aby nie opuścić obejrzenia sztuk linoskoczków. Zabawna aż do nadmiernej swobody, hojność wobec ubogich okazywała również przy powrocie, aż wreszcie, gdy jej i jej towarzyszom skończyły się pieniądze, pewnej dziewczynie rzuciła z powozu swój słomiany kapelusz, a jakiejś staruszce chustkę na szyję.
Filina zaprosiła obu towarzyszy do swego mieszkania, ponieważ z jej okien — jak mówiła — można było lepiej widzieć widowisko publiczne niż z drugiej gospody.
Przybywszy na miejsce, zastali rusztowanie wzniesione, a tyły ozdobione wywieszonymi kobiercami. Położono już deski rozpędowe, przymocowano luźną linę do słupów, a naprężoną przeciągnięto przez kozły. Plac był dość zapełniony ludem, a w oknach siedzieli różnego rodzaju widzowie.
Pajac najpierw przygotował publiczność do uwagi i dobrego humoru kilkoma głupstwami, z których widzowie zawsze zwykle się śmiali. Kilkoro dzieci z ciałami o najdziwaczniejszych wykrzywieniach wzbudzało już to podziw, już to grozę, a Wilhelm nie mógł nie uczuć głębokiej litości, ujrzawszy dziecko, któremu od pierwszego wejrzenia współczuł, wykonywające z pewnym trudem dziwaczne ruchy. Wkrótce jednak weseli skoczkowie wywołali żywe zadowolenie, gdy zrazu pojedynczo, potem jeden za drugim, a wreszcie wszyscy razem wykonywali skoki w powietrzu w tył i wprzód. Głośne klaskanie i wesołe okrzyki wydobyły się z całego zgromadzenia.
Ale potem uwaga zwróciła się całkiem na inny przedmiot. Dzieci jedno po drugim musiały wejść na linę, i to najpierw początkujące, ażeby swymi ćwiczeniami przedłużać widowisko i pokazywać jasno trudność sztuki. Z dość dużą zręcznością popisywali się także mężczyźni i dorosłe kobiety, ale nie byli to jeszcze ani monsieur Narcisse, ani damoiselle Landrinette.
Na koniec wyszli oni z rodzaju namiotu, spoza czerwonych zasłon i swoją przyjemną postacią oraz ozdobnym strojem nie zawiedli szczęśliwie do tej pory żywionej nadziei widzów. On, żwawy chłopak średniego wzrostu, o czarnych oczach i wielkim harcapie57; ona, nie mniej dobrze i silnie zbudowana; oboje popisywali się kolejno na linie lekkimi poruszeniami, skokami i niezwykłymi postawami. Jej lekkość, jego śmiałość, dokładność, z jaką oboje wykonywali sztuki, wzmagały z każdym krokiem i skokiem ogólne zadowolenie. Godność w ich zachowaniu, widoczne nadskakiwanie okazywane im przez innych stwarzały wrażenie, że są panami i mistrzami całej trupy, a każdy uważa ich za godnych tego stanowiska.
Zapał ludu udzielił się widzom przy oknach; panie wpatrywały się śmiało w Narcyza, panowie w Landrynetę. Lud krzyczał z radości, a bardziej doborowa publiczność nie powstrzymywała się od oklasków; ledwie że śmiano się jeszcze z Pajaca. Niewielu tylko się wymknęło, gdy członkowie trupy przeciskali się przez tłum, zbierając pieniądze do cynowych talerzy.
— Zdaje mi się — rzekł Wilhelm do Filiny, która leżała przy nim na oknie — że dobrze wywiązali się ze swojego zadania; podziwiam rozsądek, z jakim najdrobniejszej nawet sztuczce, wykonanej po kolei, właściwym we czasie, umieli nadać znaczenie i z jakim brak wprawy swych dzieci i wirtuozerię najlepszych spomiędzy siebie potrafili złączyć w jedną całość, która z początku zwracała naszą uwagę, a potem zabawiła nas jak najprzyjemniej.
Lud z wolna się rozszedł, a plac opustoszał, gdy Filina i Laertes zaczęli sprzeczkę o postać i zręczność Narcyza i Landrynety i drażnili się wzajemnie. Wilhelm ujrzał, że cudowne dziecko stało przy innych bawiących się dzieciach na ulicy; zwrócił na nie uwagę Filiny, która zgodnie ze swym żywym usposobieniem natychmiast zawołała i skinęła na dziecko, a gdy nie chciało przyjść, zbiegła, śpiewając, ze schodów i wprowadziła je na górę.