— Los — odparł Nieznajomy uśmiechając się — jest wytwornym, ale drogim ochmistrzem. Wolałbym bądź co bądź trzymać się rozumu mistrza ludzkiego. Los, dla mądrości którego mam głębokie uszanowanie, miewa w przypadku, jako środku swego działania, organ bardzo niepodatny. Rzadko bowiem ten wykonuje dokładnie i wiernie, co tamten zadecydował.
— Bardzo dziwną myśl pan wypowiadasz, jak mi się zdaje — rzecze Wilhelm.
— Wcale nie! Większość tego, co się dzieje na świecie, usprawiedliwia moje mniemanie. Czyż wiele zdarzeń nie zapowiada z początku czegoś rozumnego, a nie kończy się zazwyczaj czymś niedorzecznym?
— Pan żartujesz.
— A czyż nie tak samo bywa — mówił tamten dalej — z tym, co spotyka tego i owego człowieka? Dajmy na to, los przeznaczył kogoś na dobrego aktora (a dlaczegóżby nie miał nam dawać także dobrych aktorów?), a tymczasem na nieszczęście przypadek zaprowadził młodzieńca do jasełek, gdzie ten nie mógł się wcześnie powstrzymać od wzięcia udziału w czymś niesmacznym, poczytywać za bardzo interesujące, co było niedorzeczne, i tym sposobem z niewłaściwej strony doznać w młodości wrażeń, które nigdy nie wygasają, którym nigdy nie możemy odmówić pewnej przychylności.
— Skąd pan wpadł na jasełka? — przerwał mu Wilhelm z niejakim zdumieniem.
— To był dowolny przykład, jeżeli się panu nie podoba, weźmiemy inny. Los, dajmy na to, przeznaczył kogoś na wielkiego malarza, a przypadkowi spodobało się pchnąć go za młodu w brudne chaty, stajnie i obory; czyż pan sądzisz, że taki człowiek wzniesie się kiedyś do czystości, do szlachetności, do wolności ducha? Im żywiej wchłonął w młodości pierwiastek nieczysty, uszlachetniając go po swojemu, tym silniej pomści się ten pierwiastek na nim w dalszym życiu, ponieważ zrósł się z nim jak najściślej, gdy artysta starał się go przezwyciężyć. Kto za młodu żył w złym, lichym towarzystwie, zawsze będzie za nim tęsknić, chociaż później pozna lepsze, bo wrażenie tamtego pozostało mu wraz ze wspomnieniem młodzieńczych, rzadko powtarzających się radości.
Łatwo sobie wyobrazić, że przy takiej rozmowie reszta towarzystwa powoli się oddaliła. Zwłaszcza Filina zaraz z początku odeszła na bok. Boczną drożyną powrócono do rozmawiających. Filina wydobyła fanty, które trzeba było wykupywać rozmaitymi sposobami, przy czym Nieznajomy zalecił się całemu towarzystwu, a szczególniej kobietom bardzo zgrabnymi pomysłami i niewymuszonym współudziałem; i tak upływały jak najprzyjemniej godziny dnia wśród żartów, śpiewów, pocałunków i wszelkiego rodzaju zalotów.
Rozdział dziesiąty
Gdy chcieli wrócić do gospody, obejrzeli się za swoim księdzem, ale ten znikł i nigdzie nie można było go znaleźć.