— To niegrzecznie — rzekła pani Melina — ze strony człowieka, który zresztą zdaje się być bardzo uprzejmy, opuszczać bez pożegnania towarzystwo, które tak mile go przyjęło.
— Przez cały ten czas zastanawiałem się — rzecze Laertes — gdzie mogłem już kiedyś widzieć tego dziwnego człowieka. Właśnie zamierzałem zapytać go przy rozstaniu.
— I mnie to samo się snuło — odparł Wilhelm — i z pewnością nie puściłbym go, póki by nam nie odsłonił czegoś bliższego ze swego życia. Albo bardzo się mylę, albo już z nim gdzieś rozmawiałem.
— A jednak możecie się w tym mylić — zauważyła Filina. — Ten człowiek właściwie tylko wygląda na znajomego, ponieważ wygląda jak człowiek, a nie jak Jasiek czy Maciek.
— Cóż to ma znaczyć — rzecze Laertes — czy my nie wyglądamy także jak ludzie?
— Wiem, co mówię — odparła Filina — a jeżeli mnie nie rozumiecie, to dajcie spokój. Nie potrzebuję dodatkowo objaśniać swoich słów.
Zajechały dwa powozy. Pochwalono troskliwość Laertesa, że je zamówił. Filina zajęła miejsce obok pani Meliny, naprzeciw Wilhelma, a reszta ulokowała się, jak mogła. Laertes jechał z powrotem do miasta na koniu Wilhelma, którego również przyprowadzono.
Zaledwie Filina zasiadła w powozie, zaczęła śpiewać zgrabne piosenki i zwróciła zręcznie rozmowę na opowiadania, które mogłyby być według niej z powodzeniem traktowane dramatycznie. Tym sprytnym zwrotem wprawiła rychło swego młodego przyjaciela w jak najlepszy humor; ułożył on natychmiast z bogatego zapasu swoich żywych obrazów całą sztukę, ze wszystkimi aktami, scenami, charakterami i komplikacjami. Uznano, że dobrze będzie wpleść kilka arii i śpiewów; skomponowano je, a Filina, która angażowała się we wszystko, dopasowała do nich znane melodie i od razu je zaśpiewała. Miała dzisiaj swój miły, bardzo miły dzień; potrafiła naszego przyjaciela rozruszać rozmaitymi wabikami; było mu tak błogo, jak już dawno nie było.
Od czasu, gdy tamto okrutne odkrycie co do Marianny rozdarło mu duszę, pozostał wierny ślubowi unikania zatrzaskującej się pułapki objęć niewieścich, strzeżenia się płci przewrotnej, zamykania w swej piersi bólów, skłonności, słodkich życzeń. Sumienność, z jaką dotrzymywał tego ślubu, dawała tajemną pożywkę całej jego istocie, a że serce nie mogło pozostać bez współczucia, więc miłosne wywnętrzanie się stało się jego potrzebą. Chodził teraz znowu jakby otoczony pierwszą mgłą młodości; oczy jego obejmowały z radością każdy poważny przedmiot, a jego sąd nigdy nie był oględniejszy co do jakiejś miłej postaci. Jak niebezpieczna dla niego w takim stanie musiała być przebiegła dziewczyna, łatwo sobie, niestety, wyobrazić.
W gospodzie zastali już w pokoju Wilhelma wszystko gotowe na przyjęcie: krzesła ustawione do odczytu, na środku stół, na którym miała stać misa z ponczem.