Filina wstała i trzymała się pogotowiu. Stary rozpoczął melodię, a ona śpiewała pieśń, której nie możemy przytoczyć naszym czytelnikom, gdyż może uznaliby ją za niesmaczną, a nawet nieprzyzwoitą.
Tymczasem towarzystwo, stając się coraz to weselsze, wypiło jeszcze niejedną butelkę wina i zaczęło być bardzo głośne. Ponieważ jednak naszemu przyjacielowi unosiły się w świeżej jeszcze pamięci smutne następstwa wesołości, starał się ją przerwać, włożył starcowi do ręki hojne wynagrodzenie za jego trudy; inni także coś niecoś dodali, pozwolono mu odejść i spocząć i obiecano sobie na wieczór powtórną przyjemność z jego umiejętności.
Gdy się oddalił, Wilhelm rzekł do Filiny:
— Nie mogę wprawdzie uznać w pani zmysłowej piosnce zalety ani poetyckiej, ani obyczajowej, ale jeżeli pani z tak samą naiwnością, właściwością i wdziękiem wykonasz kiedykolwiek w teatrze coś odpowiedniego, to z pewnością otrzymasz pani ogólne żywe oklaski.
— Tak — odrzekła Filina — musi to być bardzo przyjemne wrażenie grzać się przy lodzie.
— W ogóle — mówił Wilhelm — jak dalece ten człowiek zawstydza niejednego aktora! Czyś pani zauważyła, jak trafny był wyraz dramatyczny jego romanc? Niewątpliwie w jego śpiewie było więcej wyrazistości niż w naszych sztywnych osobach na scenie; można by wykonanie niektórych sztuk uważać raczej za opowiadanie, a tym muzycznym opowiadaniom przypisać zmysłową obecność.
— Jesteś pan niesprawiedliwy! — odparł Laertes. — Nie uważam się ani za wielkiego aktora, ani za śpiewaka, ale wiem, że muzyka, kierując poruszeniami ciała, nadaje im życie, że zarazem przepisuje im miarę; jeżeli zaś deklamacja i sposób przedstawienia są mi już wskazane przez kompozytora, to jestem całkiem innym człowiekiem, aniżeli kiedy w dramacie prozą winienem to wszystko stworzyć i wynaleźć sobie miarę i deklamację, w czym mi jeszcze każdy grający może przeszkodzić.
— Ja tyle tylko wiem — rzecze Melina — że człowiek ten istotnie zawstydza nas w jednym punkcie, i to w punkcie głównym. Siła jego talentów pokazuje się w korzyści, jaką z nich czerpie. Nas, którzy może niebawem będziemy w kłopocie, skąd dostaniemy obiad, skłania, by podzielić się z nim naszym obiadem. Umie on pieniądze, moglibyśmy wykorzystać dla zapewnienia sobie jakichś warunków, wywabić nam z kieszeni piosenką. Wydaje się rzeczą tak przyjemną wyrzucać pieniądze, którymi by można było zapewnić egzystencję sobie i innym.
Wskutek tej uwagi rozmowa przybrała nie najprzyjemniejszy obrót. Wilhelm, do którego właściwie zarzut był zwrócony, odpowiedział z niejakim roznamiętnieniem, a Melina, który nie był szczególnie delikatny, wypowiedział w końcu swoje skargi w dość suchych słowach.
— Minęły już dwa tygodnie — mówił — jak oglądaliśmy zastawiony tu teatr i garderobę, mogliśmy mieć jedno i drugie za bardzo mizerną sumkę. Zrobiłeś mi pan wówczas nadzieję, że mi na tyle udzielisz kredytu, a dotychczas nie spostrzegłem, żebyś pan myślał o tym i zbliżył się do jakiegoś postanowienia. Gdybyś się wówczas wziął do rzeczy, bylibyśmy już teraz w ruchu. Zamiaru odjazdu dotychczas pan nie wykonałeś, a pieniędzy, jak mi się zdaje, przez ten czas nie oszczędzałeś, przynajmniej są osoby umiejące znaleźć zawsze sposobność, żeby rzeczy prędzej się skończyły.