Gdy sam odpocznę sobie,

Opuści mnie on!

Przewleklibyśmy zanadto opowiadanie, a mimo to nie moglibyśmy oddać wdzięku dziwnej rozmowy, jaką prowadził nasz przyjaciel z tym niepospolitym nieznajomym. Na wszystko, co mówił mu młodzieniec, stary odpowiadał w najzupełniejszej harmonii tonami obudzającymi pokrewne uczucia i otwierającymi szerokie pole dla wyobraźni.

Kto uczestniczył kiedyś w zebraniu ludzi pobożnych, którzy sądzą, że oddzieliwszy się od kościoła, będą się budowali czyściej, serdeczniej i bardziej duchowo, ten potrafi sobie wyrobić niejakie pojęcie o obecnej scenie; przypomni sobie, jak to odprawiający nabożeństwo umie przystosowywać do słów wiersze śpiewu, który wznosi duszę tam, gdzie mówca pragnie, aby lot swój rozwinęła; jak wkrótce potem ktoś inny ze zgromadzenia w innej melodii dodaje wiersz innej pieśni, a do tego znów dołącza inny trzeci, przez co pokrewne idee pieśni, z których brano wiersze, bywają budzone, ale każdy ustęp wskutek nowego połączenia staje się nowy i indywidualny, jakby w tej właśnie chwili został stworzony; i tym sposobem ze znanego zakresu wyobrażeń, ze znanych pieśni i wierszy powstaje dla tego oddzielnego towarzystwa, dla tej chwili osobna całość, której wykonanie ożywia, wzmacnia i koi. Tak starzec budował swego gościa, znanymi i nieznanymi pieśniami i zwrotkami wprawiając w ruch dalekie i bliskie uczucia, czuwające i drzemiące, przyjemne i bolesne wzruszenia, z czego w obecnym stanie naszego przyjaciela było można wróżyć najlepszy skutek.

Rozdział czternasty

I rzeczywiście, wracając, zaczął wyraźniej niż dotychczas rozmyślać o swym położeniu i z postanowieniem wyrwania się z niego, przybył do domu, gdy gospodarz na wstępie zwierzył mu się, że panna Filina wywarła wielkie wrażenie na hrabiowskim koniuszym, który spełniwszy swe zlecenie w majątku, powrócił z niezmiernym pośpiechem i zajada z nią właśnie dobrą wieczerzę w jej pokoju.

W tej samej chwili wszedł Melina z notariuszem; udali się razem do pokoju Wilhelma, gdzie ten, choć z pewnym ociąganiem, dotrzymał obietnicy, wypłacił trzysta talarów na weksel Meliny, który oddał je zaraz notariuszowi, a w zamian otrzymał akt dopełnionego kupna wszystkich sprzętów teatralnych, jakie miały mu zostać przekazane mu nazajutrz rano.

Ledwie się rozstali, gdy uszu Wilhelma doszedł okropny krzyk w domu. Usłyszał jakiś gniewny, grożący, młodociany głos, który załamał się w niezmierny płacz i zawodzenie. Słyszał, jak ta skarga szła z góry na dół tuż przy jego pokoju, ku podwórzu.

Gdy ciekawość wywabiła naszego przyjaciela, zastał Fryderyka jakby w szaleństwie. Chłopak płakał, zgrzytał, tupał, groził zaciśniętymi pięściami i zachowywał się bardzo nieprzyzwoicie z gniewu i zmartwienia. Mignon stała naprzeciwko i patrzyła ze zdziwieniem, a gospodarz objaśnił do pewnego stopnia to zdarzenie.

Chłopak po swym powrocie, gdy Filina dobrze go przyjęła, był zadowolony, wesół i rzeźwy, śpiewał i skakał, póki Filina nie zawarła znajomości z koniuszym. Wtedy ta istota pośrednia między chłopcem i młodzieńcem zaczęła okazywać swoje niezadowolenie, trzaskać drzwiami, biegać z góry na dół i z dołu do góry. Filina kazała mu służyć dziś wieczór do stołu, wskutek czego stał się jeszcze burkliwszy i oporniejszy; w końcu zamiast postawić półmisek z potrawką na stole między panną a gościem, którzy siedzieli dość blisko siebie, rzucił nim między nich, za co koniuszy dał mu kilka tęgich policzków i wyrzucił za drzwi. Gospodarz pomagał potem obojgu się oczyścić, gdyż ich ubrania były bardzo brzydko poplamione. Chłopak, dowiedziawszy się o dobrym skutku swej zemsty, zaczął śmiać się głośno, choć mu łzy ciągle jeszcze spływały po policzkach. Przez czas jakiś cieszył się serdecznie, aż przypomniała mu się zniewaga zadana przez przez silniejszego i znów zaczął wrzeszczeć i grozić.