Wiedzie droga, ojcze mój, czas już i nam!64

Gdy nazajutrz rano Wilhelm rozejrzał się za Mignon, nie znalazł jej i dowiedział się tylko, że wyszła wcześnie z Meliną, który wstał wcześnie, żeby zająć się garderobą i resztą sprzętu teatralnego.

Po kilku godzinach Wilhelm usłyszał muzykę przed drzwiami. Sądził z początku, że to znowu przybył harfiarz, wkrótce jednak wyróżnił dźwięki cytry, a głos, który zaczął śpiewać, był głosem Mignon. Otworzył drzwi, dziewczynka weszła i zaśpiewała pieśń, którą dopiero co podaliśmy.

Melodia i wyrazistość bardzo się podobały naszemu przyjacielowi, choć nie mógł zrozumieć wszystkich słów. Kazał sobie powtórzyć i objaśnić zwrotki, spisał je i przetłumaczył na niemiecki. Oryginalność zwrotów wszakże mógł naśladować tylko w przybliżeniu; dziecinna niewinność wyrazu znikła, gdy zepsuty język stał się jednolity, a brak związku został usunięty. Wdzięk zaś melodii z niczym nie dawał się porównać.

Każdą zwrotkę zaczynała uroczyście i wspaniale, jakby chciała zwrócić uwagę na coś nadzwyczajnego, jakby wypowiadała coś ważnego. Przy trzecim wierszu śpiew stawał się bardziej przytłumiony i posępniejszy, a słowa: „Znasz-li ten kraj?” przy końcu zwrotki wypowiadała tajemniczo i z namysłem; w wyrazach: „tam, ach tam!” tkwiła niepokonana tęsknota, a: „czas już i nam” umiała przy każdym powtórzeniu tak zmienić, że brzmiało w nich już to prośba i naleganie, już to pełne obietnic ponaglanie.

Ukończywszy pieśń po raz drugi, zatrzymała się chwilę, bystro spojrzała na Wilhelma i zapytała:

— Znasz-li ten kraj?

— Mowa tu pewnie o Włoszech — odrzekł Wilhelm. — Skąd znasz tę piosenkę?

— Włochy! — powiedziała Mignon znacząco. — Jeżeli pojedziesz do Włoch, weź mnie z sobą, mnie tu zimno.

— Czyś już tam była, moja malutka? — spytał Wilhelm.