Dziewczynka milczała, nic więcej nie można było z niej wydobyć.

Melina, który nadszedł, obejrzał cytrę i cieszył się, że już tak ładnie została naprawiona. Instrument ten należał do inwentarza starej garderoby. Mignon wyprosiła ją sobie dziś rano; harfiarz zaraz ją zaciągnął, a dziewczynka rozwinęła przy tej sposobności talent, którego jeszcze w niej nie znano.

Melina przejął już garderobę ze wszystkim, co do niej należało; niektórzy członkowie rady miejskiej obiecali mu zaraz pozwolenie na przedstawienia przez jakiś czas. Wracał właśnie z wesołym sercem i rozjaśnioną twarzą. Wydawał się całkiem innym człowiekiem; był bowiem łagodny, grzeczny dla wszystkich, a nawet uprzedzający i ujmujący. Winszował sobie szczęścia, że będzie mógł zatrudnić i na pewien czas zaangażować przyjaciół, którzy dotychczas żyli w kłopocie i bez zajęcia; żałował przy tym, że na początek nie zdoła według zdolności i talentów wynagrodzić wybornych aktorów, którzy sprowadzili mu to szczęście, gdyż musi przede wszystkim spłacić dług wobec tak wspaniałomyślnego przyjaciela, jakim się okazał Wilhelm.

— Nie mogę wyrazić — rzekł mu Melina — jaki dowód przyjaźni mi pan dajesz, dopomagając do dyrekcji teatru. Gdym pana spotkał, znajdowałem się w bardzo dziwnym położeniu. Przypominasz pan sobie, jak żywo przy pierwszym naszym spotkaniu wyraziłem wstręt do teatru, a przecież ożeniwszy się, musiałem z miłości dla żony, która obiecywała sobie wiele przyjemności i powodzenia, starać się o miejsce w teatrze. Nie znalazłem go, przynajmniej czegoś przyzwoitego, natomiast, na szczęście, znalazłem kilku przemysłowców, którzy w nadzwyczajnych razach mogli potrzebować kogoś, kto potrafiłby obchodzić się z piórem, umiał po francusku, a i z rachunkami dawał sobie radę. Przez pewien czas szło mi bardzo dobrze; płacono mi nieźle, sprawiłem sobie to i owo, a stosunki moje nie przynosiły mi wstydu. Nadzwyczajne jednak interesy moich chlebodawców skończyły się, o trwałym utrzymaniu nie było co myśleć, a żona moja tym gwałtowniej parła się do teatru, niestety, w takim czasie, kiedy się znajdowała w stanie nie najkorzystniejszym do przedstawienia się przyzwoicie publiczności. Teraz mam nadzieję, że zakład, który z pomocą pańską urządzę, będzie dobrym początkiem dla mnie i mojej rodziny; zawdzięczam panu swoje przyszłe szczęście, niech się dzieje, co chce.

Wilhelm wysłuchał tych wynurzeń z zadowoleniem; wszyscy też aktorzy byli dosyć radzi z oświadczeń nowego dyrektora, cieszyli się w duszy, że tak rychło znalazło się miejsce, i byli skłonni poprzestać na początek na szczupłej gaży; większość bowiem uważała to, co im tak niespodzianie zaofiarowano, za dodatek, na który przed chwilą zgoła nie mogli liczyć. Melina zamierzał wyzyskać to nastawienie, starał się zręcznie pomówić z każdym osobno i potrafił niebawem jednego w ten, drugiego w inny sposób namówić, że gotowi byli czym prędzej zawrzeć umowy, ledwie się zastanawiając nad nowym stosunkiem i uważając za rzecz pewną, że będą mogli się uwolnić z sześciotygodniowym wypowiedzeniem.

Warunki miały być już ujęte w należytą formę, Melina zaś myślał o sztukach, którymi naprzód chciał przywabić publiczność, gdy wtem posłaniec zapowiedział koniuszemu przybycie państwa, a ten kazał wyprowadzić rozstawne65 konie.

Wkrótce potem nadjechał wysoko obładowany powóz; przed zajazdem z kozła zeskoczyło dwu lokajów, a Filina swoim zwyczajem pierwsza się nawinęła, stanąwszy w bramie.

— Kto to? — zapytała hrabina, wchodząc.

— Aktorka, do usług waszej ekscelencji — zabrzmiała odpowiedź, gdy filutka przybierała skromną twarz i pokorne gesty, kłaniała się i całowała damę w suknię.

Hrabia, widząc stojących wkoło jeszcze kilka osób, które także przedstawiły się jako aktorzy, wypytywał się o siły towarzystwa, o ostatnie miejsce pobytu i o dyrektora.