Tak to nasz przyjaciel wysławiał szczęście tych wszystkich, którzy znajdują się w wyższych regionach, a także i tych, którzy się do tych sfer zbliżają, mogą z tego źródła czerpać, i wielbił swego ducha opiekuńczego, który przygotował się, by i jego poprowadzić po tych stopniach w górę.

Tymczasem Melina, który długo łamał sobie głowę, jakby tu stosownie do życzenia hrabiego i własnego swego przekonania podzielić towarzystwo na fachy i przydzielić każdemu jego określoną rolę, gdy przyszło do wykonania, musiał w końcu poprzestać na tym, żeby w tak szczupłym personelu znaleźć aktorów chętnych do podjęcia się wedle możności tej lub owej roli. Zazwyczaj jednak Laertes podejmował się kochanków, Filina pokojówek, dwie młode panny dzieliły się na naiwne i tkliwe kochanki, stary gdera grywany był najlepiej. Melina sam sądził, że powinien występować w charakterze „kawalera”; pani Melina, ku swemu największemu zmartwieniu, musiała przejść do specjalności młodych żon, a nawet czułych matek; a ponieważ w nowszych sztukach, choć się zdarzali pedanci i poeci, rzadko byli przedstawiani ze śmiesznej strony, więc znany ulubieniec hrabiego musiał odtąd grać prezydentów i ministrów, tych bowiem zwykle malowano jako łotrów, a w piątym akcie smagano. Melina z przyjemnością jako kamerjunkier66 lub szambelan łykał grubiaństwa, jakie na niego spadały ze strony uczciwych Niemców stosownie do tradycyjnego zwyczaju w wielu ulubionych sztukach, bo przy tej sposobności mógł się zgrabnie wystroić i przybierać dworską minę, na co, jak sądził, miał pełne przyzwolenie.

Wkrótce z różnych stron napłynęli aktorzy, których przyjmowano bez szczególnego egzaminu, ale też zatrzymywano bez szczególnych warunków.

Wilhelm, którego Melina na próżno kilkakrotnie starał się namówić na rolę kochanka, wziął się do rzeczy z wielkim zapasem dobrej woli, chociaż nasz nowy dyrektor bynajmniej nie darzył uznaniem jego trudów, sądził bowiem, że wraz z tytułem nabył i niezbędnego znawstwa; zwłaszcza wykreślanie było jednym z jego najprzyjemniejszych zajęć; za pomocą tego środka potrafił sprowadzić sztukę do należytej miary czasu, nie bacząc na żadne inne względy. Widowiska były licznie odwiedzane, publiczność bardzo zadowolona, a mieszkańcy miasteczka odznaczający się najlepszym smakiem utrzymywali, że teatr w stolicy wcale nie jest tak dobrze obsadzony jak ich własny.

Rozdział trzeci

Nadszedł wreszcie czas, kiedy należało się przygotować do przeprawy, oczekując pojazdów i wozów, zamówionych do przewiezienia całej naszej trupy na zamek hrabiego. Już naprzód powstały spory, kto z kim ma jechać, jak ma się siedzieć. W końcu z trudem obmyślony i ustalony został porządek i podział, lecz niestety bez skutku. O wyznaczonej godzinie nadeszło mniej powozów, niż się spodziewano, i trzeba się było do tego dostosować. Baron, który niebawem nadjechał na koniu, podał za powód to, że w zamku wszystko jest w wielkim poruszeniu, gdyż nie tylko książę ma przybyć kilka dni wcześniej, niż myślano, lecz nadto spadły już obecnie niespodziane odwiedziny; że miejsca bardzo ubywa, że z tego powodu również oni (tj. aktorzy) nie będą mieli tak dobrego mieszkania, jakie im poprzednio wyznaczono, czego on nadzwyczaj żałuje.

Rozmieszczono się w powozach, jak było można, a że pogoda była znośna, zamek zaś tylko o kilka godzin odległy, najweselsi woleli puścić się w drogę piechotą niż czekać na powrót pojazdów. Karawana pociągnęła z radosnymi okrzykami, po raz pierwszy nie kłopocząc się, czym zapłacić gospodarzowi. Zamek hrabiego stał im przed oczyma jak czarodziejski pałac, byli najszczęśliwszymi i najweselszymi ludźmi w świecie i każdy mimochodem, stosownie do swego sposobu myślenia, wiązał z tym dniem pasmo szczęścia, honoru i dobrobytu.

Ulewny deszcz, który spadł niespodziewanie, nie mógł ich oderwać od tych przyjemnych uczuć, ale gdy stawał się coraz uporczywszy, i gęstszy, wielu z nich odczuło pewne niedogodności. Nadeszła noc i nic nie mogło im się wydać bardziej pożądane niż pałac hrabiego oświetlony na wszystkich piętrach, który im błysnął z pagórka tak, że mogli policzyć okna.

Gdy się przybliżyli, ujrzeli, że wszystkie okna oficyn67 również są oświetlone. Każdy rozmyślał, który też to pokój będzie jego; większość zadowalała się skromnie izdebką na poddaszu lub w oficynach.

Przejeżdżali przez wieś koło karczmy. Wilhelm kazał stanąć, aby tu wysiąść, gospodarz jednak zapewnił go, że nie mógłby mu dać ani kawałka miejsca. Pan hrabia bowiem z powodu przybycia niespodzianych gości zamówił zaraz całą karczmę, a na pokojach już od wczoraj zapisano kredą, kto ma w nich mieszkać. Wbrew woli zatem nasz przyjaciel musiał wjechać wraz z resztą towarzystwa na podwórzec zamkowy.