Inni zachowywali się różnie, stosownie do usposobienia. Niektórzy przynieśli kupę starego drzewa do olbrzymiego kominka w sali i zapalili stos z okrzykami wielkiej radości. Na nieszczęście i ta nadzieja osuszenia się i ogrzania została okropnie zawiedziona, bo kominek stał tam tylko dla ozdoby i od góry był zamurowany; dym wracał niebawem i zapełnił cały pokój; suche drewno, trzeszcząc, buchnęło płomieniem, ale i płomień został wypchnięty z powrotem; prąd wiatru wdzierający się przez stłuczone szyby nadawał mu chwiejny kierunek; obawiali się, by nie podpalić zamku, musieli rozrzucać ogień, deptać, gasić; dym się zwiększał, położenie stawało jeszcze nieznośniejsze, byli bliscy rozpaczy.

Wilhelm schronił się przed dymem do oddalonego pokoju, dokąd wkrótce przyszła za nim Mignon i wprowadziła pięknie ubranego lokaja, który niósł wysoką, jasno palącą się latarnię o podwójnej świecy; zwrócił się on do Wilhelma i podając mu na pięknym porcelanowym talerzu cukierki i owoce, rzekł:

— Przysyła to panu młoda panienka z tamtego zamku, z prośbą, żebyś pan połączył się z towarzystwem; kazała powiedzieć — dodał z lubieżną miną — że jej bardzo dobrze i że chciałaby podzielić swoje zadowolenie z przyjacielem.

Wilhelm niczego mniej się nie spodziewał, jak takiego oświadczenia, gdyż od czasu przygody na kamiennej ławce okazywał Filinie wyraźną wzgardę i tak dalece był zdecydowany nie mieć z nią odtąd nic wspólnego, iż teraz także zamierzał odesłać słodki dar; tylko proszący wzrok Mignon skłonił do przyjęcia go i do podziękowania w imieniu dziewczynki; od zaproszenia wymówił się. Prosił lokaja, żeby choć trochę zajął się potrzebami przybyłego towarzystwa i wypytywał o barona. Leżał on w łóżku, ale z tego, co wiedział lokaj, powierzył już komuś innemu zadanie opieki nad umieszczonymi w tak nędznej gościnie.

Lokaj odszedł i zostawił Wilhelmowi jedną ze swych świec, którą ten w braku lichtarza musiał na futrynie okna przylepić, mogąc się w swoich rozmyślaniach przyjrzeć przynajmniej oświetlonym czterem ścianom pokoju. Bo dużo jeszcze upłynęło czasu, zanim dały się czuć przygotowania, mające na celu spoczynek naszych gości. Powoli zjawiały się świece; ale bez szczypiec, potem kilka krzeseł, następnie w godzinę kołdry, dalej poduszki, wszystko porządnie przemoczone, i było już dobrze po północy, gdy wreszcie przyniesiono sienniki i materace, które byłyby niezmiernie pożądane, gdyby się wpierw ukazały.

Między jednym i drugim przyniesiono też trochę jedzenia i napitku, co spożyto, niewiele się wdając w krytykę, chociaż wyglądało to bardzo podobnie do bezładnie zebranych niedojadków i dawały nieszczególne świadectwo o szacunku, jakim darzono gości.

Rozdział czwarty

Wskutek beztroski i łobuzerstwa kilku swawolnych towarzyszy niepokój i dolegliwości tej nocy zwiększyły się, ponieważ wzajemnie się dręczyli, budzili i płatali po kolei różne figle. Następny ranek rozpoczął się od głośnych narzekań na przyjaciela, pana barona, że ich tak zwiódł i dał im całkiem inny obraz porządku i wygód, jakie mieli zastać. Ku ich zdziwieniu i pociesze, sam hrabia zjawił się bardzo wcześnie z kilkoma lokajami i dowiadywał się o ich potrzeby. Mocno był oburzony, usłyszawszy, jak ich przyjęto, a baron, którego przyprowadzono kulejącego, oskarżał marszałka dworu, iż się przy tej sposobności zachował wbrew rozkazom, i sądził, że trzeba mu sprawić tęgą łaźnię.

Hrabia natychmiast rozkazał, żeby w jego obecności wszystko uporządkowano dla możliwie największej wygody gości. Przyszło następnie kilku oficerów, którzy zaraz się wywiadywali o aktorki, a hrabia kazał sobie przedstawić całe towarzystwo, przemawiał do każdego po imieniu i urozmaicał rozmowę żartami, tak że wszyscy byli zachwyceni tak łaskawym panem. W końcu wystąpić musiał i Wilhelm, do którego przyłączyła się Mignon. Wilhelm tłumaczył się, jak mógł, ze swej śmiałości, hrabia zaś zdawał się przyjmować jego obecność jako rzecz znaną.

Jakiś pan stojący obok hrabiego, którego wzięto za oficera, chociaż nie nosił munduru, osobno rozmawiał z naszym przyjacielem i wyróżnił się ponad wszystkich. Wielkie, jasnoniebieskie oczy błyszczały spod wysokiego czoła, blond włosy miał niedbale rozrzucone, a średni wzrost ukazywał osobowość dzielną, stanowczą i zdeterminowaną. Pytania jego były żywe i zdawało się, że znał się na wszystkim, o co zapytywał.