— Każdy obcy sądzi, że jest pierwszym, któremu dostaje się w udziale tak miłe postępowanie; ale się myli strasznie, gdyż myśmy wszyscy przechodzili tę drogę; mężczyzna, młodzieniec czy chłopiec, kimkolwiek jest, musi na jakiś czas jej się oddać, do niej przylgnąć i tęsknie się o nią ubiegać.

Szczęśliwca, który wchodząc do ogrodów czarodziejki, napotyka właśnie wszystkie błogości sztucznej wiosny, nic nie może bardziej nieprzyjemnie zdziwić, niż gdy niespodzianie odchrząknie jakiś przeobrażony poprzednik, podczas gdy on pragnąłby pochwycić uchem jedynie śpiew słowika.

Laertes po takim odkryciu wstydził się z całej duszy, że jego próżność raz jeszcze go zmamiła, by pomyśleć dobrze, choćby w najmniejszej mierze, o jakiejkolwiek kobiecie. Całkowicie więc ją zaniedbał; przystał do koniuszego, z którym fechtował się pilnie i chodził na polowania, a na próbach i przedstawieniach zachowywał się tak, jakby to była tylko drobnostka.

Hrabia i hrabina przywoływali niekiedy z rana do siebie niektórych z towarzystwa, a wówczas wszyscy znajdowali powody, żeby zazdrościć Filinie niezasłużonego szczęścia. Hrabia miał swego ulubieńca w pedancie, którego często godzinami zatrzymywał przy swej toalecie. Stopniowo ubrano tego człowieka, zaopatrzono i wyposażono go aż do zegarka i tabakierki.

Czasami też towarzystwo, czy to całe, czy pojedynczo wzywane było przed dostojnych państwa po obiedzie. Uważali to za wielki zaszczyt, nie spostrzegając, że w tym samym czasie kazano strzelcom i lokajom zwoływać pewną liczbę psów i przeprowadzać po podwórzu zamkowym konie.

Wilhelmowi powiedziano, żeby przy sposobności wychwalał ulubieńca księcia, Racine’a74, a przez to budził w nim i o sobie dobre mniemanie. Na jednym z takich poobiednich przyjęć znalazł po temu okazję, gdy zawezwano także i jego, a książę spytał go, czy pilnie czytuje wielkich dramaturgów francuskich, na co Wilhelm żywo odpowiedział twierdząco. Nie zauważył, że książę, nie czekając na jego odpowiedź, już miał się odwrócić i skierować do kogoś innego; przeciwnie, uczepił się go i prawie drogę mu zastąpił, mówiąc dalej: że bardzo wysoko ceni teatr francuski i czyta dzieła wielkich mistrzów z zachwytem, że go mianowicie przejęła szczerą radością wieść, iż książę oddaje najzupełniejszą sprawiedliwość wielkim talentom takiego Racine’a.

— Wyobrażam sobie — mówił następnie — jak dalece dostojne i znakomite osoby muszą cenić poetę, który tak doskonale i trafnie maluje stosunki sfer wyższych. Corneille75 malował, że tak powiem, wielkich ludzi, a Racine znakomite osoby. Czytając jego dramaty, zawsze wyobrażam sobie poetę, który żyje na świetnym dworze, ma przed oczyma wielkiego króla, przestaje z najlepszymi i wnika w tajemnice ludzkości, ukrywające się za bogato haftowanymi zasłonami. Gdy studiuję jego Brytanika, jego Berenikę, wydaje mi się, iż naprawdę znajduję się na dworze, że jestem wtajemniczony w wielkie i małe sprawy tych przybytków bogów ziemskich i oczyma subtelnie czującego Francuza widzę królów, których wielbi cały naród, dworzan, którym zazdroszczą tysiące, w ich naturalnej postaci, z ich wadami i cierpieniami. Anegdota mówiąca, że Racine na śmierć się zamartwił, dlatego że Ludwik XIV76 nie spojrzał na niego, dał mu odczuć swoje niezadowolenie, jest dla mnie kluczem do wszystkich jego dzieł; niepodobna też, ażeby poeta tak wielkich zdolności, którego życie i śmierć zależały od królewskiego spojrzenia, nie miał pisać sztuk, które byłyby godne pochwały króla i pana.

Jarno podszedł i przysłuchiwał się ze zdziwieniem naszemu przyjacielowi; książę, który nie odpowiedział i tylko okazał swe uznanie uprzejmym spojrzeniem, zwrócił się w inną stronę, chociaż Wilhelm, który nie wiedział jeszcze, że nieprzyzwoicie jest w takich okolicznościach prowadzić dalej rozmowę i chcieć wyczerpać temat, byłby mówił daleko więcej, pragnąc dowieść księciu, że czytał jego ulubionego poetę nie bez korzyści i uczucia.

— Czyż pan nigdy nie widział jakiej sztuki Szekspira? — zapytał Jarno, odciągnąwszy go na stronę.

— Nie — odrzekł Wilhelm — od czasu bowiem, kiedy stały się w Niemczech bardziej znane, zaniedbałem teatr i nie wiem, czy się mam cieszyć, iż obecnie przypadkowo odnowiłem starą młodzieńczą zabawę i zajęcie. A to wszystko, co słyszałem o tych sztukach, nie zaciekawiło mnie bynajmniej do zapoznania się z takimi dziwacznymi potwornościami, które zdają się wykraczać poza wszelkie prawdopodobieństwo, poza wszelką przyzwoitość.