Lecz jeśli przyjaciel teatralny potrafił różnymi wspomnieniami, opowiadaniami i dowcipnymi pomysłami utrzymać, ożywić i wzmocnić raz obudzony dobry humor, to tym przykrzej było majorowi, gdy tamten zaraz po obiedzie zagroził swoim oddaleniem się i puszczeniem w dalszą drogę. Wszelkimi sposobami starał się zachęcić przyjaciela swego, by się przynajmniej na noc zatrzymał, obiecując natarczywie na jutro rano zaprząg i rozstawne konie. Dosyć, że zbawcza toaleta nie miała wyjść z domu, dopóki by się nie zaznajomił dokładniej z jej zawartością i użytkiem.
Major bardzo dobrze rozumiał, że tu nie ma czasu do stracenia, i zaraz po obiedzie starał się pomówić na osobności ze swym dawnym ulubieńcem. Ponieważ nie miał odwagi przystąpić do sprawy od razu, zmierzał ku niej z daleka, podejmując poprzednią rozmowę i zapewniając, że co do swojej osoby chętnie by więcej przykładał uwagi do zewnętrzności, gdyby ludzie każdego, w którym spostrzegą takie usiłowanie, nie nazywali zaraz próżnym i tym sposobem nie ujmowali mu pod względem moralnym tego, co by mu przyznać czuli się zmuszeni pod względem fizycznym.
-— Nie rób mi przykrości takimi frazesami — odparł przyjaciel. — Są to bowiem wyrażenia, do których towarzystwo przywykło, nic przy tym nie myśląc, albo, jeśli się chce rzecz tę rozważać surowiej, wyrażenia, za pomocą których wypowiada ono swą nieprzyjazną i nieżyczliwą naturę. Rozpatrz tylko należycie, czym jest to, co by częstokroć nazwać było można próżnością. Każdy człowiek powinien sobą się radować i szczęśliwy ten, kto może. A jeżeli jest, to jakże on może zabronić sobie, by nie dać poznać tego przyjemnego uczucia? Jak on może ukryć w ciągu istnienia, że się istnieniem raduje? Gdyby dobre towarzystwo (a o takim tylko jest tu mowa) uważało podobne objawy wtedy tylko za naganne, kiedy się zbyt żywe stają, kiedy radość jednego człowieka z siebie i swego bytu przeszkadza innym doznawać radości z siebie i okazywać ją, to by nie można było nic przeciwko temu nadmienić. Z takiego to nadmiaru wynikła też pierwotnie nagana. Ale co pomoże dziwaczna, przecząca surowość wobec tego co nieuniknione? Dlaczego nie chcieć uważać za znośny i nieszkodliwy objawu, na który w większym lub mniejszym stopniu, od czasu do czasu, sami sobie pozwalamy? Ba, bez którego by dobre towarzystwo zgoła istnieć nie mogło. Gdyż upodobanie w sobie samym, chęć udzielenia tego samego poczucia innym czyni uprzejmym, poczucie własnego powabu czyni powabnym. Gdyby Bóg dał, żeby wszyscy ludzie byli próżni, ale to ze świadomością, umiarkowaniem i we właściwym znaczeniu, to my w świecie ucywilizowanym bylibyśmy najszczęśliwszymi ludźmi. Kobiety, mówi się, są próżne od urodzenia. A przecież to je zdobi i podobają się nam tym bardziej. Jakim sposobem może się uformować młodzieniec, który nie jest próżny? Pusta, czcza natura zdoła sobie przynajmniej nadać jaki taki zewnętrzny pozór, a człowiek dzielny niebawem zacznie się kształcić od zewnątrz ku wnętrzu. Co się mnie tyczy, to mam i ten jeszcze powód uważania się za najszczęśliwszego człowieka, że mnie rzemiosło moje uprawnia do bycia próżnym, i że im bardziej takim jestem, tym większe ludziom sprawiam zadowolenie. Chwalą mnie, gdzie innych ganią, i na tej właśnie drodze mam prawo i szczęście bawienia i zachwycania publiczności w wieku, w którym inni ustępują przymuszeni z widowni albo też przebywają na niej ze wstydem.
Major niechętnie słuchał zakończenia tych uwag. Słówko „próżność”, kiedy je wymawiał, miało służyć tylko za przejście do wyrażenia przyjacielowi w sposób zręczny swego życzenia. Teraz, lękając się, by w dalszej rozmowie cel jeszcze się dalej nie odsunął, pośpieszył bezpośrednio do zamierzonego przedmiotu.
— Co do mnie — rzekł — nie byłbym wcale daleki, by przysiąc także u twojej chorągwi, ponieważ nie uważasz tego za rzecz spóźnioną i sądzisz, że mogę do pewnego stopnia powetować, com zaniedbał. Udziel mi nieco ze swych tynktur111, pomad i balsamów, a ja zrobię próbę.
— Udzielanie — odrzekł tamten — jest trudniejsze, niżby myśleć można. Bo tu np. nie tylko chodzi o to, bym ci coś oddał ze swych buteleczek i z najlepszych swoich ingrediencji pozostawił ci połowę. Zastosowanie jest rzeczą najtrudniejszą. Udzielone przedmioty nie od razu dadzą się przyswoić, do czego ten lub ów służy, wśród jakich okoliczności, w jakiej kolei należy ich używać. Do tego potrzeba wprawy i namysłu. Ba, i te na niewiele się przydadzą, jeżeli się nie ma do rzeczy, o której mowa, wrodzonego talentu.
— Chcesz, jak się zdaje — odparł major — wycofać się teraz. Przedstawiasz mi trudności, ażeby twoje, zaiste trochę bajeczne, zapewnienia ubezpieczyć. Nie masz ochoty dać mi pochopu i sposobności sprawdzenia słów twoich czynem.
— Takim przekomarzaniem się, mój przyjacielu — odpowiedział tamten — nie skłoniłbyś mnie do zadośćuczynienia swemu żądaniu, gdybym nie miał sam względem ciebie tak dobrego usposobienia, z jakim się z początku tobie oświadczyłem. Przy tym pomyśl, mój przyjacielu, że człowiek ma w sobie właściwą chęć tworzenia prozelitów112, by to, co w sobie ceni, uwidocznić na zewnątrz w innych, dać im używać tego, czego sam używa i w nich się odnajdować i odbijać. Doprawdy, jeżeli i to jest egoizmem, jest to egoizm najmilszy i najgodniejszy pochwały, jest to ten egoizm, co nas uczynił ludźmi i utrzymuje nas jako ludzi. Z niego to, niezależnie od przyjaźni, jaką żywię dla ciebie, czerpię ochotę zrobienia z ciebie ucznia w sztuce odmłodzenia. Ale ponieważ od mistrza można wymagać, by nie wychowywał partaczy, jestem w kłopocie, jak zaczniemy. Powiedziałem już: ani barwiczki, ani też przepisy nie wystarczają; zastosowania nie można nauczyć ryczałtem. Z miłości dla ciebie i z chęci rozpowszechnienia swej sztuki gotów jestem do wszelkiej ofiary. Największą teraz natychmiast ci złożę. Pozostawiam ci tu swego służącego, rodzaj kamerdynera i kuglarza, który, lubo nie umie przygotowywać wszystkiego, lubo nie jest wprowadzony we wszystkie tajemnice, rozumie jednak bardzo dobrze cały sposób postępowania. Na początek będzie ci wielce pożyteczny, aż się tak zagłębisz w tę sprawę, że ci będę mógł w końcu objawić wyższe tajnie.
— Jak to! — zawołał major — więc w twojej sztuce odmłodzenia są etapy i gradacja? Masz jeszcze tajemnice dla wyświęconych?
— Z pewnością! — odparł tamten. — Byłaby to bardzo zła sztuka, gdyby się dawała ogarnąć od razu, gdyby ostateczna jej tajnia mogła być dojrzana przez tego, co dopiero do niej przystępuje.