Otaczała ich zewsząd bujna roślinność, zasiana przez naturę, uprawiona i rozwinięta przez sztukę. Już pierwsze lasy kasztanowe powitali z lubością i nie mogli się wstrzymać od smutnego uśmiechu, gdy rozłożywszy się pod cyprysami widzieli, jak się warzywo wznosi do góry, jabłko się granatowe rumieni, pomarańcze i cytryny kwieciem się pokrywają, pokazując zarazem ciepłą barwę owoców zza ciemnych liści.

Za pośrednictwem żwawego towarzysza doznał Wilhelm rozkoszy nowej. Naszemu staremu przyjacielowi nie dała przyroda oka malarskiego. Będąc wrażliwym na widzialną piękność w ludzkiej tylko postaci, nagle zauważył, że przy pomocy jednako nastrojonego, ale ku zupełnie innym rozkoszom i czynnościom wykształconego przyjaciela, otworzył się dla niego świat otaczający.

Wskazywane w rozmowie zmieniające się wspaniałości okolicy, a więcej jeszcze skoncentrowane naśladowanie towarzysza otworzyło mu oczy i uwolniło od wszelkich, dawniej uparcie żywionych, wątpliwości. Od dawna podejrzane mu były odtworzenia krainy włoskiej — niebo wydawało mu się zbyt niebieskie, fioletowy ton uroczych odległości wprawdzie bardzo miły, lecz nieprawdziwy, a niejedna świeża zieleń zanadto jaskrawa. Obecnie atoli stopił się najściślej ze swym nowym przyjacielem, a będąc wrażliwym, uczył się widzieć świat jego oczyma. Kiedy zaś natura odsłoniła widomą tajemnicę swojej piękności, musiano uczuć niepokonaną tęsknotę za sztuką jako najgodniejszą tłumaczką.

Z innej jeszcze strony ukazał mu się całkiem niespodziewanie przyjaciel-malarz. Kiedy niekiedy wesoły śpiew wznosząc, ożywiał i serdecznie uprzyjemniał spokojne godziny przejażdżki po jeziorze wzdłuż i wszerz. Otóż zdarzyło się, że w jednym z pałaców znalazł bardzo oryginalne narzędzie strunowe — lutnię małego formatu, mocną, o pełnym brzmieniu, wygodną i nośną. Potrafił instrument ten zaraz nastroić i tak szczęśliwie a przyjemnie z nim się obejść i zabawić obecnych tak mile, że miękcząc, niby nowy Orfeusz, surowego skądinąd i suchego odźwiernego, pokonał go i przyjaźnie zniewolił, by dał śpiewakowi narzędzie to na czas jakiś, pod warunkiem oddania go w całości przed odjazdem; nadto w ciągu tego czasu miał się on w jakieś święto lub niedzielę tu ukazać i rodzinę zabawić.

Zupełnie inaczej ożywiało się odtąd jezioro i brzeg jego. Czółna i łodzie dobijały się o sąsiadowanie z nimi, nawet statki przewozowe i kupieckie zatrzymywały się w ich pobliżu. Szeregi ludzi szły za nimi po skraju. Gdy wysiadali, widzieli się otoczeni wesołym tłumem, gdy odjeżdżali, każdy ich błogosławił, zadowolony i tęskny.

Ktoś trzeci, obserwujący przyjaciół, mógłby w końcu spostrzec, że posłannictwo obu właściwie już się skończyło. Wszystkie okolice i miejscowości, odnoszące się do Mignon, zostały odrysowane — już to z nałożeniem tylko światłocienia i barwy, już to starannie wykonane podczas gorących godzin dnia. Aby to spełnić, ruszali oni z miejsca na miejsce w sposób sobie właściwy, gdyż ślub Wilhelma często stawał na przeszkodzie. Musieli go oni jednak przy sposobności obejść, tak to tłumacząc, że obowiązuje on na lądzie, lecz na wodzie zastosować się nie daje.

I sam Wilhelm czuł już, że istotny ich zamiar został osiągnięty. Nie mógł atoli zaprzeczyć, że życzenie zobaczenia Hilarii i pięknej wdowy powinno by być zaspokojone, jeżeli okolicę tę ma się opuścić z myślą swobodną. Przyjaciel, któremu z historii tej się zwierzył, był nie mniej ciekawy i cieszył się, że w jednym z jego rysunków znajduje się próżne, a wspaniałe miejsce, które zamyślał przyozdobić postaciami tak nadobnych osób.

Przedsiębrali tedy przejażdżki po jeziorze na krzyż i w poprzek, mając na oku punkty, przez które cudzoziemiec wstępuje do tego raju. Przewoźnicy przejęli ich nadzieją zobaczenia tutaj przyjaciół. Jakoż istotnie dostrzegli niebawem poruszający się statek wspaniały, ślicznie przyozdobiony, na który zrobili polowanie i nie mogli się powstrzymać, by nie zarzucić nań zaraz haków w sposób gorączkowy. Kobiety, przerażone do pewnego stopnia, przyszły natychmiast do siebie, gdy Wilhelm pokazał karteczkę, a obie bez wahania rozpoznały nakreśloną przez siebie strzałę. Przyjaciele zostali w tej chwili z zaufaniem zaproszeni, by wsiedli do okrętu dam, co się też dokonało pośpiesznie.

A teraz proszę sobie uprzytomnić tę czwórkę, zgromadzoną w wielce ozdobnej przestrzeni, siedzącą naprzeciw siebie w najszczęśliwszym z krajów, obwiewaną łagodnym tchnieniem powietrza, kołyszącą się na błyskotliwych falach. Proszę sobie wyobrazić parę niewieścią, jak żeśmy ją niedawno odmalowali, i męską, z którą już od kilku tygodni prowadzimy wspólne życie podróżne — a ujrzymy ich wszystkich po niejakim namyśle w położeniu wielce powabnym, lubo nader niebezpiecznym.

Dla trojga, co się już chętnie czy niechętnie zaliczyli do wyrzekających się, nie ma potrzeby bać się o zbyt ciężką próbę. Ale czwarty aż nadto prędko miał się ujrzeć przyjętym do owego zakonu.