Pewnego tedy wieczoru rozpoczął Wilhelm swoje opowiadanie.

— Studia moje chirurgiczne starałem się natychmiast udoskonalić w dużym szpitalu największego miasta, gdzie one jedynie są możliwe. Zwróciłem się więc z zapałem przede wszystkim do anatomii, jako nauki zasadniczej.

W sposób szczególny, którego by nikt nie zgadł, daleko już postąpiłem w znajomości postaci ludzkiej, a to mianowicie za czasów mego zawodu teatralnego. Dobrze się zastanowiwszy, toć przecież główną tam rolę odgrywa ciało człowieka: piękny mężczyzna, piękna kobieta! Jeżeli dyrektor ma szczęście posiąść ich, to twórcy komedii i tragedii są ocaleni. Stan większej swobody, w jakiej żyje takie towarzystwo, zaznajamia współtowarzyszy z właściwą pięknością niezakrytych kształtów więcej niż jakiekolwiek inne stosunki. Nawet rozmaitość kostiumów zmusza do pokazywania tego, co zwyczajowo bywa osłonięte. Miałbym dużo o tym do powiedzenia, tak samo jak o brakach cielesnych, które roztropny aktor znać winien w sobie i w innych, ażeby je jeśli nie usunąć, to ukryć przynajmniej. W ten to sposób dosyć byłem przygotowany, by z należytą uwagą słuchać wykładów anatomii, uczących poznawać dokładniej części zewnętrzne. A i części wewnętrzne nie były mi obce, gdyż zawsze mi o nich tkwiło w pamięci jakieś przeczucie.

Nieprzyjemną przy studiach przeszkodą była wciąż powtarzana skarga na brak przedmiotów, na niedostateczną liczbę ciał zmarłych, które życzono sobie wziąć pod nóż dla tak wysokich celów. Ażeby je zdobyć jeśli nie w dostatecznej, to możliwie największej liczbie, wydano surowe prawa — zabierani być mieli nie tylko złoczyńcy, co osobistość swoją pod każdym względem zmarnowali, lecz także i inni, cieleśnie i duchowo zaniedbani.

Wraz z potrzebą wzrastała surowość, a z nią i oburzenie ludu, który ze względów moralnych i religijnych nie mógł się wyrzec swojej osobistości i osobistości sobie drogich.

Zło atoli zwiększyło się jeszcze bardziej, gdy się ujawniła niepokojąca troska, iż obawiać się należało nawet o spokojne groby ukochanych zmarłych. Już ani wiek, ani godność, ani wysoko czy nisko położeni nie byli bezpieczni w swoim miejscu wiecznego spoczynku. Mogiła, którą się ozdobiło kwiatami, napisy, którymi usiłowano utrwalić wspomnienie — nic nie mogło ochronić od zyskownej grabieży. Bolesne rozstanie zdawało się być zakłócone w sposób najokrutniejszy. Oddalając się od grobu, musiało się już doświadczać obawy, iż przyozdobione, w spokoju leżące członki osób ukochanych może będą poćwiartowane, wywleczone i znieważone.

Atoli, powtarzając wciąż takie słowa przemłócone, nikt nie pomyślał ani nie mógł pomyśleć o środkach zaradczych. I coraz powszechniejsze stawały się narzekania, gdy młodzież, słuchając uważnie wykładu teoretycznego, chciała się także ręką i okiem przekonać o tym, co dotychczas widziała i czego się nauczyła, oraz wbić sobie głębiej i żywiej w wyobraźnię tę tak niezbędną wiedzę.

W chwilach takich powstaje jakiś nienaturalny głód naukowy, który pobudza żądzę najwstrętniejszego choćby zaspokojenia jako czegoś, co jest najmilsze i najbardziej niezbędne.

Taki nastrój i usposobienie już od pewnego czasu zajmowały i zabawiały żądnych wiedzy i czynu, gdy wreszcie pewien wypadek, który miasto w ruch wprawił, wywołał pewnego poranku na kilka godzin gwałtowne „za” i „przeciw”. Bardzo piękna dziewczyna, obłąkana z powodu nieszczęśliwej miłości, szukała śmierci i znalazła ją w wodzie. Anatomia ją pochwyciła — próżne były starania rodziców, krewnych, a nawet samego kochanka, który wskutek jedynie nieuzasadnionej zazdrości stał się podejrzany. Wyższe władze, które dopiero co obostrzyły prawo, nie chciały zezwolić na żaden wyjątek. Pośpieszono, jak tylko można najprędzej, zużytkować łup i dla zużytkowania poćwiartować go.

Wilhelm, który jako najbliższy aspirant również był powołany, zastał przed siedzeniem, jakie mu wskazano, na czystej desce chędogo przykrytej, zadanie kłopotliwe. Bowiem, zdjąwszy zasłonę, ujrzał najpiękniejsze ramię kobiece, jakie wkoło szyi młodzieńca kiedykolwiek się obwinęło. Sztuciec swój trzymał w ręce i nie miał odwagi go otworzyć, stał i nie śmiał usiąść. Wstręt przed dalszym jeszcze oszpeceniem tego wspaniałego wytworu natury walczył z wymaganiem, jakie człowiek żądny wiedzy musi względem siebie postawić, a jakiemu wszyscy wokół siedzący czynili zadość.