*

Wyznania te leżały czas jakiś u mnie. Wtem zjawia się okoliczność szczególna, którą muszę podać, która rozjaśnia i smutniejszą czyni rzecz powyższą.

*

Przybywa pewien stary, szanowany przez stryja złotnik i handlarz klejnotów, pokazuje rzadkie, starożytne skarby. Składa się tak, że przynoszę skrzynkę. On przypatruje się odłamanemu kluczykowi i przekonuje, co dotychczas przeoczono, że złamanie nie jest szorstkie, lecz gładkie. Przez zetknięcie oba końce spajają się. Wyciąga kluczyk w całości — obie części są złączone magnetycznie, trzymają się siebie, ale otwierają tylko wtajemniczonemu. Ów człowiek odstępuje na pewną odległość, skrzyneczka otwiera się, a on ją przymyka natychmiast.

— Niedobrze jest dotykać takich tajemnic — powiada.

*

Mego niewytłumaczonego stanu nie uprzytomnisz pan sobie z pewnością, Bogu dzięki, bo jakże tu rozpoznać zamęt poza zamętem? Znamienita skrzyneczka stoi przede mną; kluczyk, który nie otwiera, mam w ręku. Chętnie bym pozostawiła tamtą nieodemkniętą, gdyby ten mi otworzył choć najbliższą przyszłość.

O mnie niech się pan ani na chwilę nie troszczy, ale o co usilnie proszę, błagam, co natarczywie zalecam — to niech pan odszuka Feliksa! Na próżno posyłałam wkoło, by odnaleźć ślady jego drogi. Nie wiem, czy mam błogosławić temu dniowi, czy się go lękać, kiedy się znowu zejdziemy.

*

Na koniec, na koniec! Posłaniec wymaga, żeby się z nim załatwić. Dosyć długo zatrzymano go tutaj, musi dopędzić wędrowców z ważnymi depeszami. Wśród tego towarzystwa znajdzie on zapewne i pana albo też dadzą mu tam wskazówkę. Do tego czasu uspokojona nie będę”.