— Gdybym sobie chciała objaśnić czymś analogicznym, to, coś pan powiedział, to by mi się zdawało, że jesteśmy mniej więcej w tym wypadku, jak kiedy się napada na obłudę, a może się być oskarżonym o napad na religię.

— Analogię uznać możemy — odrzekł przyjaciel domu — bo i tu mowa jest o zbiorze wielu znakomitych ludzi, o wysokiej umiejętności, o ważnej sztuce, krótko mówiąc, o matematyce.

— Nawet gdy słuchałem mówiących o przedmiotach najbardziej dla mnie obcych — odparł Wilhelm — zawszem sobie umiał z tego coś przyswoić. Wszystko bowiem, co jednego interesuje człowieka, znajdzie też oddźwięk w innym.

— Przypuściwszy, że zdobył się na pewna swobodę ducha — odpowiedział tamten. — A ponieważ domyślamy się jej w panu, to ze swojej przynajmniej strony nie będę stawiał przeszkody pozostaniu pana.

— Ale co poczniemy z Feliksem — zapytała Makaria — który, jak widzę, już się załatwił z oglądaniem owych obrazów i okazuje pewną niecierpliwość?

— Pozwólcie mi powiedzieć coś do ucha tej panience — odrzekł Feliks, szepcząc coś po cichu Anieli, która się z nim oddaliła, ale wróciła niebawem, uśmiechając się, kiedy przyjaciel domu zaczął mówić w sposób następujący:

— W takich wypadkach, gdy trzeba wypowiedzieć jakieś potępienie, naganę albo tylko wątpliwość, niechętnie podejmuję inicjatywę. Szukam sobie powagi, przy której mógłbym się uspokoić, widząc, że ktoś inny jest przy moim boku. Pochwałę daję bez skrupułu, bo dlaczegóż miałbym milczeć, jeśli mi się coś podoba? Chociażby to nawet wyrażało moją ograniczoność, to się jej wstydzić nie potrzebuję. Ale jeżeli ganię, to zdarzyć mi się może, iż odrzucę coś wybornego, a przez to ściągam na siebie potępienie innych, którzy się na tym lepiej znają. Muszę się cofnąć, zostawszy objaśnionym. Z tego powodu przynoszę tu ze sobą rzeczy pisane, a nawet tłumaczenia, gdyż w takich kwestiach nie mniej nie wierzę swemu narodowi, jak sobie samemu. Zgoda z dali i z obczyzny daje mi jakby większą pewność.

Otrzymawszy pozwolenie, zaczął tedy czytać, co następuje...

Atoli jeżeli się czujemy zmuszeni, żeby nie pozwolić czytać temu zacnemu mężowi, to prawdopodobnie łaskawcy nasi przyjmą to z uznaniem. To bowiem, co powyżej powiedziano przeciw obecności Wilhelma przy tej rozmowie, jeszcze lepiej zastosować się daje w wypadku, w jakim my się znajdujemy. Przyjaciele nasi wzięli do ręki romans. A jeśli ten tu i owdzie stał się już więcej, niż potrzeba, dydaktyczny, uważamy przecież za rzecz słuszną nie wystawiać cierpliwości naszych życzliwych na dalszą próbę. Papiery, które mamy przed sobą, zamierzamy wydrukować gdzie indziej, a tym razem ciągniemy dalej część historyczną, zwłaszcza, że sami jesteśmy niecierpliwi ujrzeć wreszcie wyjaśnienie istniejącej tu zagadki.

Nie możemy się wszakże powstrzymać, by nie wzmiankować o tym, o czym jeszcze mówiono przed wieczornym rozstaniem się tego szlachetnego towarzystwa.