Święty Józef, chociaż od dawna tu na górze ustało wszelkie kościelne nabożeństwo, był tak dobroczynny dla rodziny naszej, że nie trzeba się dziwić, jeśli się czuło względem niego dobre usposobienie17. Stąd też poszło, że na chrzcie nazwano mnie Józefem i przez to określono do pewnego stopnia tryb życia mego. Rosłem, a jeślim się przyłączał do ojca, kiedy się zbieraniem dochodów zajmował, to równie ochoczo, a nawet chętniej, skłaniałem się ku matce, która lubiła wedle możności wydawać i ze swej dobrej woli oraz z dobrodziejstw znana była i kochana w całych górach. Posyłała mnie to tu, to tam, żebym coś przyniósł lub zamówił, lub czegoś dopilnował, a ja bardzo się dobrze odnalazłem w tego rodzaju pobożnym rzemiośle.
W ogólności życie górskie ma coś bardziej ludzkiego w sobie niż życie na płaszczyźnie. Mieszkańcy bliżej są siebie, a jeżeli chcecie, to i dalej. Potrzeby są szczuplejsze, ale bardziej nagłe. Człowiek bardziej jest sobie samemu zostawiony; musi się nauczyć zaufania do rąk, do nóg swoich. Robotnik, posłaniec, tragarz, wszyscy łączą się w jednej osobie. Jeden też względem drugiego jest bliżej, spotyka go częściej i żyje z nim w zawodowej wspólnocie.
Ponieważ byłem jeszcze młody, a ramiona moje niewiele udźwignąć mogły, wpadłem na myśl obciążenia osiołka koszykami i pędzenia go przed sobą po stromej ścieżce w górę i na dół. Osioł nie jest w górach tak pogardzanym zwierzęciem jak na równinach, gdzie parobek orzący końmi uważa się za lepszego od tego, który przerzyna rolę wołami. Szedłem sobie za swym zwierzęciem bez wahania — tym bardziej, żem wcześniej zauważył w kaplicy, iż dostąpiło ono zaszczytu wożenia Boga i matki jego.
Ale wówczas kaplica ta nie była w takim stanie, w jakim się obecnie znajduje. Obchodzono się z nią jak z szopą, ba, jak z oborą. Drwa, żerdzie, statki18 domowe, beczki, drabiny i co tylko chcecie było tam na kupę zwalone. Na szczęście obrazy są wysoko, a podłoga wytrzymała. Ale jako dziecko już miałem w tym szczególną przyjemność, żem po wszystkich tych gratach się wdrapywał i oglądał obrazy, których mi nikt rzetelnie objaśnić nie umiał. Dość, że wiedziałem, iż święty, którego życie tam odmalowano, był moim chrzestnym ojcem i radowałem się z niego, jakby był moim stryjem. Wzrastałem, a ponieważ było osobno zawarowane, żeby ten, kto się ubiegał o dochodowe miejsce rządcy, zajmował się rzemiosłem, musiałem więc stosownie do woli rodziców, którzy pragnęli, ażebym kiedyś odziedziczył tę dobrą posadę, uczyć się rzemiosła i to takiego, które by tu w górach pożyteczne było przy gospodarstwie.
Ojciec mój był bednarzem i sam dostarczał wszystkiego, co tylko w takiej robocie potrzebne było — stąd i dla niego, i dla całości wielki wzrastał pożytek. Ja wszakże nie mogłem się odważyć pójść za nim w tym względzie. Pragnienie ciągnęło mnie niepowstrzymanie do ciesiołki, której narzędzie widziałem od wczesnego dzieciństwa tak dokładnie odmalowane przy moim świętym. Wyraziłem życzenie swoje. Nie opierano mu się, tym bardziej, że przy niejednej budowli często przez nas musiał być wzywany cieśla, a nadto przy niejakiej zręczności i zamiłowaniu do roboty delikatniejszej, zwłaszcza w okolicach lesistych, stolarstwo i snycerstwo19 naturalnie się łączą ze sobą.
A co mnie jeszcze silniej utwierdziło w moich wyższych widokach, to ów obraz, który niestety obecnie spełzł prawie zupełnie. Dowiedziawszy się, co ma przedstawiać, potrafisz go pan sobie odszyfrować, kiedy pana przedeń zaprowadzę potem. Świętemu Józefowi zlecono ni mniej, ni więcej, tylko zrobienie tronu dla króla Heroda20. Pomiędzy dwiema oznaczonymi kolumnami ma być wzniesione wspaniałe krzesło. Józef bierze starannie miarę szerokości i wysokości i obrabia pyszny tron królewski. Ale jakiegoż doznaje zdziwienia i zmieszania, kiedy odnosi wspaniałe krzesło. Okazuje się ono za wysokie, a nie dość szerokie. Z królem Herodem, jak wiadomo, nie było co żartować; pobożny cieśla znajduje się w największym zakłopotaniu. Dziecię Jezus, przyzwyczajone towarzyszyć mu wszędzie i nosić za nim w dziecięco pokornej igraszce narzędzia, spostrzega jego kłopot i zaraz mu śpieszy z radą i pomocą. Cudowne dziecię żąda od piastuna, aby przytrzymał tron z jednej strony, sam zaś chwyta drugą stronę rzeźbionego dzieła i obaj zaczynają ciągnąć. Lekko i wygodnie, jak by był ze skóry, wyciąga się tron wszerz, traci w odpowiednim stosunku na wysokości i wybornie przypada do oznaczonego miejsca, ku największej pociesze uspokojonego majstra i ku zupełnemu zadowoleniu króla.
Tron ów w młodości mojej dobrze jeszcze widzieć było można, a z resztek jednej strony będziesz pan mógł zauważyć, że snycerskich ozdób wcale nie szczędzono, co pewnie malarzowi łatwiej przyszło zrobić niż cieśli, gdyby ich od niego zażądano. Stąd jednak nie brałem wcale pochopu do żadnego skrupułu, ale ujrzałem rzemiosło, któremu się poświęciłem, w świetle czcigodnym, tak że wytrzymać nie mogłem, póki mnie do terminu21 nie oddano; co tym łatwiej spełnić było można, że w sąsiedztwie mieszkał majster, który robił dla całej okolicy i mógł zatrudnić wielu czeladników i terminatorów.
Pozostałem tedy w pobliżu rodziców moich i do pewnego stopnia po dawnemu pędziłem życie, obracając godziny i dni wolne, świąteczne na poselstwa dobroczynne, które mi matka w dalszym ciągu powierzała.
Nawiedzenie
— Tak minęło lat kilka — mówił opowiadający dalej. — Bardzo prędko zrozumiałem zalety rzemiosła, a ciało moje, wyćwiczone pracą, było w możności podjąć się wszystkiego, czego się przy tym wymaga. Prócz tego sprawowałem swoją dawniejszą służbę, jaką wykonywałem dla mojej dobrej matki, a raczej dla chorych i potrzebujących. Przeciągałem ze swym zwierzęciem przez góry, rozdzielałem zapasy akuratnie, a od kramarzy i kupców brałem nazad to, czego nam tu, w górach, brakowało. Majster mój był ze mnie zadowolony, rodzice również. Miewałem już tę przyjemność, żem widział wśród wędrówek swoich niejeden dom, przy którym i ja pracowałem, który przyozdabiałem. Bo szczególnie to nacinanie belek, to wyrzynanie pewnych prostych kształtów, to wypalanie zdobiących figur, to malowanie na czerwono niektórych zagłębień, przez co drewniany dom górski nabywa tak wesołego wyglądu, takie właśnie sztuki mnie były głównie powierzane, ponieważ najlepiej się wywiązywałem z zadania, mając ciągle w pamięci tron Heroda i jego ozdoby.