— Wszelkie życie, wszelki czyn, wszelką sztukę poprzedzać winno rzemiosło, które nabywa się jedynie w ograniczeniu. Znać dobrze i wykonywać jedno, jakiekolwiek, daje wyższą oświatę niż połowiczność w setce. Tam, dokąd pana kieruję, odosobniono wszystkie czynności. Wychowankowie ci bywają na każdym kroku poddawani próbie, przy czym poznaje się, dokąd właściwie zmierza natura każdego z nich, chociaż to tu, to tam zwraca się on z rozproszonymi pragnieniami. Mądrzy mężowie dają na poczekaniu chłopcu odnaleźć to, co dla niego jest stosowne. Skracają manowce, na których człowiek aż nadto łatwo zabłąkać się może i nie osiągnąć przeznaczenia swego.
Następnie — mówił dalej — mam nadzieję, że z owego wspaniale założonego ośrodka skierują pana na drogę, na której znaleźć można ową poczciwą dziewczynę, która tak osobliwe wywarła wrażenie na pańskim przyjacielu, co wartość niewinnej, nieszczęśliwej istoty tak wysoko podniósł przez uczucie moralne i rozwagę, iż byt jej zmuszony był wziąć sobie za cel życia swego. Spodziewam się, iż będziesz go pan mógł uspokoić. Opatrzność bowiem ma tysiące środków, by upadłych podźwignąć, a ku ziemi zgiętych wyprostować. Niekiedy los nasz wygląda jak drzewo owocowe w zimie. Któż by, patrząc na smutny jego wygląd, pomyślał, że te martwe konary, że te kończate105 gałęzie mogą na przyszłą wiosnę znowu zazielenić się, zakwitnąć, a potem wydawać owoce! A przecież spodziewamy się tego, wiemy o tym.
Księga II
Rozdział pierwszy
Pielgrzymujący obrali drogę wedle przepisu i dotarli szczęśliwie do granicy prowincji, w której mieli doświadczyć niejednej zastanawiającej przygody. Przy samym wjeździe dostrzegli zaraz wielką urodzajność okolicy, sprzyjającej na łagodnych wzgórzach rolnictwu, w wyższych górach hodowli owiec, a na szerokich przestrzeniach dolin hodowli bydła. Było to na krótko przed żniwami, wszystko też przedstawiało się w największej pełni. Ale co ich niemal w zadziwienie wprawiło, to to, że nie widzieli przy robotach ani kobiet, ani mężów — samych tylko chłopców i młodzież, co się do obfitego żniwa przygotowywała, a nawet już się zabierała do miłych zachodów około wesołych dożynek. Pozdrowili tego i owego, pytając się o Starszego, o miejscu pobytu którego nie umiano ich zgoła powiadomić. Adres ich listu brzmiał: „Do Starszego albo do Trzech”. Ale i tego chłopcy nie zrozumieli, odprawiono tylko pytających do dozorcy, który miał właśnie wsiąść na koń. Objawili swoje zamiary; otwartość Feliksa podobała mu się widocznie, pojechali tedy wspólnie gościńcem.
Wilhelm już zauważył, że w kroju i barwie odzieży panowała różnorodność, nadająca całej tej małej ludności wygląd szczególny. Miał właśnie na myśli zapytać o to towarzysza swego, kiedy mu się narzuciło jeszcze dziwniejsze spostrzeżenie: wszystkie dzieci, czymkolwiek były zajęte, odłożyły swą robotę i zwróciły się ze szczególnymi, ale rozmaitymi gestami do przejeżdżających; łatwo było wywnioskować, że odnosiły się one do przełożonego. Najmłodsi składali na piersiach ręce na krzyż i patrzyli wesoło w niebo, średni trzymali ręce za plecami i spoglądali z uśmiechem ku ziemi, najstarsi stali prosto i dzielnie; z opuszczonymi ramionami zwracali głowę ku prawej stronie i ustawiali się w szereg, kiedy inni pozostawali osobno, tam, gdzie ich spotkano.
Kiedy się następnie zatrzymano i z koni pozsiadano tam, gdzie właśnie dużo dzieci ustawiło się w rozmaity sposób, ażeby przełożony mógł zrobić ich przegląd, zapytał Wilhelm o znaczenie tych gestów. Feliks przerwał mu i rzekł żywo:
— Jakąż pozycję ja mam przybrać?
— W każdym razie — odpowiedział dozorca — najprzód ręce na piersi i poważnie, wesoło patrzeć w górę, wzroku nie odwracając.
Usłuchał, ale niebawem zawołał: