Ujęła dłoń przyjaciela i poszła z nim w stronę chaty. Tak jej zależało na tym, by go pocieszyć, że zapewniła ponownie, iż wiosna nastanie na hali bardzo niedługo, a ciepłe słoneczne dni zjawią się całkiem niespodzianie. Tak się sama przejęła tym pocieszaniem, że krzyknęła z dala do dziadka niemal wesoło:
— Jeszcze nie przyjechali, ale będą tu niedługo!
Dziadek znał doktora z opowiadań wnuczki, podał mu więc serdecznie rękę i powitał, po czym obaj siedli na ławce, a doktor skinął na Heidi, by zajęła miejsce przy nim. Doktor opowiedział, że pan Sesemann go zachęcił do podróży i rzeczywiście czuje się silny i zdrowy, jak dawno już nie pamięta. Potem szepnął Heidi, że niebawem znajdzie się na górze coś, co z nim przyjechało z Frankfurtu, a sprawi jej to większą uciechę niż stary doktor. Niezmiernie ją to zaciekawiło. Dziadek zaczął namawiać doktora, by spędził na hali resztę jesieni, a przynajmniej by przychodził tu każdego pogodnego dnia. Nie mógł go, oczywiście, z braku pomieszczenia zaprosić do siebie, radził jednak, by nie wracał do Ragaz, ale wynajął pokoik w osiedlu, gdzie jest prosta, ale schludna gospoda. W ten sposób będzie mógł codziennie przychodzić, a on sam pokaże mu różne ciekawe punkty okolicy, głęboko w górach, skąd się ścielą przepiękne widoki. Doktor przystał z ochotą i postanowiono niezwłocznie wykonać ten plan.
Tymczasem słońce wskazało południe. Wiatr przycichł już od dawna i jodły umilkły. Powietrze było, jak na tę wysokość, ciepłe jeszcze, miłe i rzeźwiło powiewem siedzących na oblanej słońcem ławce.
Halny Dziadek wstał i wszedł do chaty, wrócił jednak zaraz, niosąc stół, który postawił przed ławką.
— Heidi — powiedział — przynieś wszystko, czego potrzeba do obiadu. Pan doktor wybaczy i raczy przyjąć to, co mamy — dodał. — Nasza kuchnia jest bardzo skromna, za to jadalnia piękna, nieprawdaż?
— Prześliczna! — odparł doktor, patrząc w ozłoconą słońcem dolinę. — Przyjmuję zaproszenie. Tutaj musi wszystko smakować.
Heidi poskoczyła do chaty jak łasiczka i poznosiła wszystko, co było w szafie. Radowało ją niezmiernie, że może ugościć doktora. Dziadek przyrządził tymczasem jedzenie i przyniósł buchający parą dzban mleka oraz złotej barwy pieczony ser. Potem nakrajał cieniutkich płatków różowego, suszonego w czystym górskim powietrzu, mięsa, a doktorowi smakował ten obiad jak żaden może w ciągu całego roku.
— Tak, tak! — rzekł wreszcie. — Klara musi tu przyjechać. Nabierze sił, a jeśli przez czas pewien będzie tyle jadła, co ja dzisiaj, twarz jej się zaokrągli i stanie mocna, jak nigdy w życiu.
W tej chwili zobaczyli człowieka dźwigającego z trudem wielki tobół. Dotarłszy do chaty, położył ciężar na ziemi i przez chwilę wciągał w pierś orzeźwiające halne powietrze.