— Trzeba czekać! — zadecydowała stanowczym tonem. — Trzeba myśleć ciągle, że Bóg przygotowuje coś radosnego, co nastąpi po smutku, trzeba czekać cicho i nie uciekać, a stanie się tak, że wyjdzie na jaw, iż Bóg przez cały czas miał coś dobrego na myśli. Tego nie wiemy naprzód i dlatego smutek wydaje się nam rzeczą mającą trwać bez końca.
— Piękna to wiara, moja Heidi, trzymaj się jej, drogie dziecko — powiedział, potem zamyślił się, zapatrzony na potężne skały, na lśniącą w słońcu dolinę, i dodał: — Widzisz, może się zdarzyć, że siądzie tu ktoś z oczyma tak przysłonionymi smutkiem, iż tych wszystkich piękności nie widzi. Wtedy jest mu podwójnie smutno. Czy to rozumiesz?
Heidi poczuła ukłucie w sercu, wspomniawszy w tej chwili ślepą babkę, która nie może niczego widzieć. Ból ten wracał stale, ile razy sobie uświadomiła to nieszczęście. Odparła więc z powagą:
— Tak, rozumiem to dobrze. Wiem jednak, że jeśli się czyta babce hymny, to ona czuje taką jasność, iż nabiera wesołości, jakby widziała wszystko.
— Jakież to hymny, Heidi?
— Umiem na pamięć te ustępy, które babka najlepiej lubi, gdzie mowa o słońcu i pięknych ogrodach, gdyż zwykle czytuję je po trzy razy.
— Chętnie bym posłuchał tych wierszy! — powiedział i rozsiadł się wygodniej.
Heidi złożyła ręce i myślała przez chwilę.
— Zacznę od tego miejsca, o którym babka zawsze mówi, że czuje w sercu radość, czy dobrze?
Doktor skinął potakująco, a Heidi zaczęła: