Raziło ją to, że nie spełnił obowiązku.
— Zajechałem za daleko sankami. Było już za późno — powiedział.
— To jest dezercja — zauważył dziadek. — Takich jak ty bierze się za uszy.
Przerażony tymi słowy Pietrek szarpał czapkę, gdyż bardzo się bał starego Halnego Dziadka.
— Jesteś ponadto wodzem, więc podwójnie powinieneś się wstydzić! — oświadczył. — Cóż byś zrobił, gdyby któraś z kóz przestała cię słuchać i uciekała ze stada?
— Zbiłbym ją! — odrzekł tonem fachowca.
— A gdyby to zrobił chłopiec i dostał cięgi?
— Dobrze by mu się stało!
— Wiedz więc, kozi wodzu, że jeśli miniesz szkołę w chwili, gdy masz w niej siedzieć, masz się do mnie zgłosić po swoją należność.
Teraz Pietrek błyskawicznie zrozumiał sens całej rozmowy i że to on miał być owym chłopcem. Zerknął, czy nie dostrzeże gdzieś kija lub bata. Ale Halny Dziadek powiedział łagodnym tonem: