I łódź twą sternik boski
Na jasny popchnie brzeg.
— O tak, tak! Tego właśnie pragnęłam! — rzekła babka, ze znacznie weselszym już wyrazem twarzy.
— Można być tego pewnym, bo są to słowa święte! — rzekła Heidi.
— Tak, dziecko moje! — potwierdziła staruszka. — Przeczytaj raz jeszcze, abym dobrze zapamiętała.
Dziewczynka powtórzyła ustęp kilka razy, gdyż i jej bardzo się spodobała pewność tych obietnic.
Wieczór zapadł, Heidi odeszła z powrotem. Na niebie prześlicznie zamigotały gwiazdy. Jedna była piękniejsza od drugiej, tak że dziewczynka przystawała ciągle, podnosząc oczy i rozglądając się wokoło. Ogarniała ją coraz większa radość i w końcu powtórzyła głośno, z zachwytem ustęp hymnu, brzmiący tak pewnie i stanowczo. Gwiazdy mrugały do niej z góry, aż doszła do chaty. Dziadek stał także zapatrzony w niebo, gdyż gwiazdy dawno już nie błyszczały tak pięknie.
Maj tego roku był bardzo pogodny, noce i dnie jasne, a dziadek śledził z podziwem wschód i zachód słońca i powtarzał raz po raz:
— Ten rok jest szczególnie słoneczny. Wszystkie rośliny będą silne i soczyste. Pietrek musi uważać, żeby mu się trzoda nie rozbrykała po takiej paszy.
Pietrek śmiało podnosił bat, strzelał z niego, a z oczu mu patrzyło wyraźnie: