— A skąd weźmiesz mleka?
— Wydoję swoją kozę, tę krasą9. No, zaczynajże.
Heidi najpierw wypiła mleko, a Pietrek powtórnie napełnił miseczkę. Heidi odłamała sobie kawałek chleba, resztę zaś, wraz ze sporą porcją sera, co razem było większe od całego zapasu Pietrka, z którym się już niemal załatwił, podała mu, mówiąc:
— Weź to sobie, ja mam już dość.
Pietrek spojrzał na Heidi oniemiały, bowiem w ciągu całego życia nikt nigdy dotąd nie powiedział mu i nie zrobił dla niego czegoś takiego. Zawahał się, nie będąc pewny, czy to prawda, ale Heidi wzięła chleb z serem i położyła na kolanach chłopca. Przekonawszy się w końcu, że to sprawa na serio, skinął głową na znak podzięki i uznania, potem zaś wyprawił sobie ucztę niepamiętną od czasu, kiedy pasał kozy. Heidi patrzyła ustawicznie na kozy, potem zaś rzekła:
— Czy znasz ich imiona?
Pietrek znał je doskonale, a mógł to pomieścić w głowie tym łatwiej, że nie zawierała poza tym wielu innych zbytecznych zapasów. Wymienił bez omyłki wszystkie imiona, wskazując palcem każdą kozę z osobna. Heidi z zaciekawieniem słuchała wykładu i wkrótce nauczyła się nazywać je i odróżniać, bowiem każda posiadała łatwe do zapamiętania cechy. Trzeba było tylko uważnie patrzeć, a Heidi właśnie to robiła. Na przykład wielki Trykacz, o silnych rogach, usiłował ciągle bóść towarzyszy, a oni niemal zawsze uciekali, nie chcąc mieć do czynienia z grubianinem10. Tylko mała, zręczna kózka, Ziębulka, nie unikała napaści. Przeciwnie, często sama zaczepiała go po kilka razy, i to tak szybko i dzielnie, że wielki cap głupiał ze zdziwienia i nie napadał, widząc, jak wojowniczego ma przeciwnika i jak ostre są jego różki. Inna znowu kózka, Śnieżka, beczała ciągle tak uparcie i płaczliwie, że Heidi podbiegała do niej i tuliła jej głowę. I w tej chwili właśnie rozbrzmiał żałosny głos młodej kózki, Heidi poskoczyła, otoczyła jej szyję ramieniem i spytała ze współczuciem:
— Cóż ci to, kochana? Czemu wzywasz ratunku?
Kózka przytuliła się do niej z zaufaniem i przestała beczeć. Pietrek, siedzący dotąd przy uczcie, wyjaśnił sprawę, przerywając jednak często, gdyż miał jeszcze co gryźć i popijać.
— Ona tęskni za starką! Sprzedano ją przedwczoraj do Mayenfeldu i już nie chodzi z trzodą na tę halę.