— Dziadku! — spytała Heidi. — Czemuż to Pietrek robi takie skoki, jak wielki Trykacz czujący kij za sobą? Kręci głową, trzęsie się i podskakuje dziko.

— Może czuje za plecami kij, na który zasłużył! — powiedział dziadek.

Pietrek przebiegł pierwsze zbocze, potem się zatrzymał i zaczął spoglądać i kręcić się na wszystkie strony, wreszcie zrobił płochliwy skok wstecz, jakby go ktoś złapał za kark. Wydawało mu się, że za każdym krzakiem czyha na niego ukryty urzędnik policyjny z Frankfurtu. Im dłużej trwało to napięcie, tym większe się stawało, tak że nie miał chwili spokoju.

Heidi zaczęła uprzątać chatę, żeby babunia zastała porządek.

Klarze tak podobała się ta krzątanina, że śledziła każdy jej ruch.

Na tym minęły niepostrzeżenie godziny poranne i można już było oczekiwać przybycia babuni.

Dziewczęta usiadły przed chatą na ławie, czekając, co nastąpi dalej.

Dziadek wrócił z ogromnym bukietem ciemnoszafirowych gencjan, które tak pięknie wyglądały w porannym słońcu, że obie wydały okrzyk podziwu. Dziadek zaniósł kwiaty do izby. Heidi zrywała się co chwila, wypatrując przybycia babuni.

W istocie, niedługo ujrzała korowód. Przodem szedł przewodnik, za nim jechała babunia na koniu, a na końcu góral niosący całą stertę chustek i okryć w wielkim nosidle na plecach. Bez takiego bagażu babunia nigdy nie wyruszyłaby na halę.

Korowód zbliżał się coraz bardziej, aż wreszcie babunia z wysokości konia dostrzegła dziewczęta.